|
Autor Ewa Chronowska
|
|
Piątek, 12. 03. 2010 09:52 |
W konsekwencji masowego wykorzystywania wyjątkowo ryzykownych i coraz bardziej złożonych instrumentów pochodnych opierających się m.in. na kredytach hipotecznych czy innych derywatach, czołowe amerykańskie instytucje finansowe poniosły wielomiliardowe straty, co w przypadku takich banków, jak m.in. Lehman Brothers czy Bear Sterns zakończyło się bankructwem.
Po bankructwach kolejnych banków i pęknięciu baniek na rynku surowców i nieruchomości, wzmogła się presja na podjęcie odpowiednich administracyjnych regulacji, mających na celu ukrócenie dzikiej spekulacji, głównie banków inwestycyjnych i agresywnych funduszy inwestycyjnych. Poza deklaracjami nie podjęto jednak zbyt wielu kroków i problem ten nadal stanowi jedynie przedmiot jałowej dyskusji. Jednym z istotnych, aczkolwiek nie komentowanych na szeroką skalę powodów bierności we wdrażaniu ograniczeń, są personalne związki między obiema stronami barykady. Na czoło wysuwa się tutaj bank Goldman Sachs i powiązane z nim przez wiele lat znane osobistości, jak Henry Paulson, Timothy Geithner czy Gary Gensler. A jest ich znacznie więcej. Z tych ścisłych powiązań bankierów inwestycyjnych z władzami monetarnymi i administracją rządową wyłania się potęga Goldman Sachs w sterowaniu globalną gospodarką poprzez naciski na FED i Biały Dom. A to w połączeniu z siłą medialną banku stanowi niezwykle groźną mieszankę. Jeśli więc rząd amerykanski nie podejmie odpowiednich kroków, w niedalekiej przyszłości może nas czekać powtórka finansowego krachu, z tym że znacznie mocniejsza. Tematyce powiązań polityczno-monetarno- -biznesowych w Stanach poświęcamy w tym numerze więcej miejsca w artykule B. Stawiarskiego „Goldman Sachs – spekulacja i (zbyt) silne powiązania z władzą”na str.11.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
 |