|
Z Japonii docierają mieszane sygnały makroekonomiczne. Z jednej strony gospodarka od jedenastu lat boryka się z deflacją, z drugiej zaś pozytywnie zareagowała na wprowadzenie planów stymulacyjnych w ujęciu globalnym.
Deflacja – zjawisko spadku cen, powoduje, że konsumenci odkładają zakupy w czasie w nadziei, że spadek cen się pogłębi. Pociąga to za sobą jednak zanik popytu wewnętrznego. Od 1999 r., kiedy to deflacja zaczęła podkopywać fundamenty gospodarki Kraju Kwitnącej Wiśni, Bank Japonii unikał stawiania sobie jasno i wyraźnie określonych celów w walce z zaistniałą sytuacją. Istniały co prawda zdefiniowane cele, jednak przyjmowane widełki docelowe poziomu inflacji były bardzo szerokie, a okres ich realizacji nieokreślony wcale.
Walka z deflacją Sytuacja uległa zmianie w listopadzie 2009 r., kiedy to minister finansów Naoto Kan zwrócił się do władz BoJ z prośbą o wzmocnienie zaangażowania w walkę z deflacją. Zasięg spadku cen zmalał z 1,7 proc. w listopadzie do 1,3 proc. w grudniu. Dane te, na pierwszy rzut oka optymistyczne, mają jednak drugie dno. Po wykluczeniu z koszyka pomiarowego świeżej żywności oraz energii spadek cen wyniósł 1,2 proc., co było rekordowo najgorszym odczytem od roku 1971, kiedy zaczęto prowadzić ewidencję tego typu danych.
Pod presją Bank Japonii pozostawił stopę pożyczek overnight na poziomie 0,1 proc. oraz w dalszym ciągu skupuje obligacje rządowe, których wartość opiewa nawet na 20 mld USD miesięcznie. Działania te nie przynoszą jednak efektu, którego skala spełniałaby oczekiwania ekonomistów. Kolejnym sygnałem, który wzbudził negatywne nastroje rynkowe, była publikacja agencji ratingowej Standard & Poor’s, która zagroziła Japonii obniżeniem ratingu długu zagranicznego, jeżeli ta nie poprawi swojej sytuacji fiskalnej i nie podejmie dodatkowych kroków w walce z deflacją. Kolejne publikacje inflacyjne z dużym prawdopodobieństwem wzmocnią presję, która skierowana jest na Bank of Japan od czasu nasilenia się rządowych nacisków.
Pozytywne sygnały Pozostałe dane makroekonomiczne nie mają tak negatywnego wydźwięku. Japonia w sposób wyraźny stała się beneficjentem globalnych planów stymulacyjnych, które, pobudzając produkcję największych gospodarek świata, pociągnęły za sobą ilość zamówień na japońskie dobra eksportowe. Najnowsze publikacje dotyczące eksportu ukazują, że Kraj Kwitnącej Wiśni poddał się także pozytywnym trendom panującym w regionie. Wzmożony popyt na półprodukty, kreowany głównie przez przedsiębiorstwa z gospodarki chińskiej, zaowocował wzrostem eksportu Japonii o 12,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Szczególnie silny wzrost zanotowały sektory chemiczny (wzrost o 99 proc.), maszynowy (39 proc. wzrost r./r.) oraz półprzewodników (50 proc.). Gospodarka Państwa Środka stała się największym miejscem japońskiego eksportu, podczas gdy eksport do Stanów Zjednoczonych, do tej pory największego rynku dla firm japońskich, spadł o 7.1 proc. Najpoważniejszą obawą eksporterów jest kurs jena, który konsekwentnie umacnia się do najważniejszych walut. Jeżeli ten trend utrzyma się, rentowność produkcji przedsiębiorstw eksportowych znacznie się pogorszy.
Nieciekawe perspektywy Według ekonomistów kiepska sytuacja gospodarcza Japonii z dużym prawdopodobieństwem utrzyma się co najmniej do 2012 r.. Bank centralny nie jest w posiadaniu pewnych i skutecznych środków walki z deflacją. Podjęte próby stymulowania zastrzykami gotówki pomogły w stopniu mniejszym, niż tego oczekiwano. Sytuacja coraz silniej zaczyna uderzać w przedsiębiorstwa japońskie. Po ogłoszeniu bankructwa przez Japan Airlines niepewność rynkowa dodatkowo wzrosła. Autor jest dealerem X-Trade Brokers
 |