|
Brakuje nam narodowej marki promującej Polskę za granicą |
|
|
|
|
Autor Piotr Sieńko
|
|
Piątek, 16. 07. 2010 09:33 |
O roli polskiej marki w rozwoju gospodarczym kraju, o podboju światowych rynków przez rodzime produkty i polskich problemach z innowacją w rozmowie z „Gazetą Finansową” mówi Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.
Zakończyła się niedawno XX edycja organizowanego przez Państwa konkursu. Po raz 20 godło „Teraz Polska” przyznano kolejnym kilkudziesięciu przedsiębiorcom i ich produktom. Jak z tej okrągłej, dwudekadowej perspektywy oceni Pan rozwój rodzimych marek? Polskie firmy i ich produkty spotkać możemy dziś wszędzie, w różnych rejonach świata, niemal w każdym europejskim kraju. Jako przykład podam chociażby kilka marek z branży spożywczej, która dominuje na zagranicznych rynkach, czyli Kamis i Łowicz. Oczywiście, miło jest zobaczyć te produkty na półkach europejskich stolic, ale o wiele większe wrażenie robi polski Jarzębiak w japońskim sklepie monopolowym. Muszę jednak przyznać, że choć polscy przedsiębiorcy robią od lat bardzo wiele, a my poprzez konkurs „Teraz Polska” staramy się im w tym maksymalnie pomóc, to jednak nadal brakuje nam marki lub kilku marek wiodących, z którymi Polska kojarzyłaby się za granicą.
Chce Pan przez to powiedzieć, że dziś nie posiadamy narodowych produktów, których marka byłaby jednoznacznie kojarzona z naszym krajem? Niestety tak. Dziś nadal nie mamy polskiej marki. Polskę promują w świecie Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Fryderyk Chopin i polski żołnierz, służący na misjach pokojowych. Słyniemy jeszcze z produkcji dobrej wódki. Jednak tu palmę pierwszeństwa dzierżymy do spółki z Rosją, która z tym napojem na świecie jest utożsamiana w równym stopniu co Polska. Na świecie znana jest też dobra, polska broń, jednak cały czas nie potrafimy tego faktu przekuć w sukces, tak jak zrobili to chociażby Czesi, którzy słyną m.in. z doskonałej jakości materiałów wybuchowych.
Nie mamy czym się pochwalić, czy nie potrafimy przebić się na międzynarodowym rynku? Żeby zaistnieć na arenie międzynarodowej, nie wystarczy tylko stworzyć dobry produkt, dostarczyć go i sprzedać. Należy go wypromować, a w tych działaniach producenci, często nie dysponujący odpowiednim potencjałem i środkami, są osamotnieni. Nie stoi za nimi siła w postaci instytucji państwowych, wspierających tego typu inicjatywy. Nie ma strategii promocyjnych poszczególnych grup produktów, produktów regionalnych, nawet największych miast polskich, które same w sobie też stanowią wartość, którą można by przekuć na międzynarodowy sukces, a przez to i pieniądze. Firmy małe i średnie nie dysponują siłą, która pozwoliłaby im przebić się na zagraniczne rynki. Nieco lepiej radzą sobie duże przedsiębiorstwa, ale i tych nie wspiera państwo. Brakuje w polskich strukturach instytucji lub jednostki, która w sposób skoordynowany mogłaby pomóc polskim podmiotom gospodarczym promować swoje produkty i rodzime marki. Takich działań nie prowadzi nawet Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które szczególnie powinno dbać o rynki nam najbliższe, np. niemiecki, czy rosyjski. Z tego powodu polskie firmy ponoszą ogromne straty. Póki co, w RFN świetnie sprzedawały się swego czasu polskie meble, odzież i materiały budowlane. Rosja była zainteresowana niemal wszystkimi produktami. Rosjanie zawsze mieli i mieć będą słabość do Polski. Powinniśmy to wykorzystać. Co więcej, mamy obecnie rok chopinowski, a za pół roku obejmujemy prezydencję w Unii Europejskiej, niedługo potem odbędzie się w Polsce Euro 2012 i chociażby przy okazji tych wydarzeń, następujących niemal bezpośrednio po sobie, warto byłoby zająć się w sposób skoordynowany promocją Polski, polskiej muzyki, miast i oczywiście polskich produktów. Niestety, nie ma żadnych działań, które polskie instytucje podejmowałyby w oparciu o jedną wspólną strategię, czy przynajmniej jeden wspólnie przygotowany plan. To nasza ogromna bolączka. Wspomniał Pan o polskich produktach regionalnych. Czy któryś z nich pretenduje dziś do miana polskiej marki, rozpoznawalnej za granicą? Niestety nie, chociaż w ostatnich latach popularne stały się bigos i pierogi. Mimo to nie mamy takiego produktu. Świetne byłyby polskie kierpce, ale trudno jest przebić się z tym produktem za granicą, a szkoda. Czemu drewniane chodaki mogą być marką utożsamianą z Holandią, a kierpce nie mogą kojarzyć się z Polską? Trudno nie odnieść wrażenia w trakcie naszej rozmowy, że najlepszym polskim produktem jest najemny pracownik – polski hydraulik albo pielęgniarka. Solidny polski pracownik to dziś rzeczywiście rozpoznawalna polska marka – przynajmniej na rynku europejskim. Co prawda, nie jest on już taki tani jak kiedyś, ale nadal swoją pracowitością i solidnością przewyższa innych. Do tego, co bardzo często wyróżnia polskiego pracownika spośród innych narodowości, jest on przeważnie dobrze wykształcony, a to jest jego dodatkowy atut.
W tym roku fundacja ponownie przyznała znak promocyjny grupie firm i produktów. Po 20 latach kolejnych edycji konkursu zapewne są już pierwsze analizy co do grup podmiotów, które zostają nagrodzone. Czy pojawiają się wśród nich wyłącznie firmy polskie? A może też i dawne państwowe, które poradziły sobie z przekształceniami, wymuszonymi po 1989 r.? Wejście Polski do Unii Europejskiej sprawiło, że w konkursie uczestniczą także firmy zarejestrowane w kraju, ale często posiadające zagranicznych właścicieli, choć w dobie globalizacji właściciel to oczywiście pojęcie względne. Tak więc pojawiają się u nas takie przedsiębiorstwa, jak: producent przetworów mlecznych Zott, Intenational Paper Kwidzyń, czy Lidl. Wśród zwycięzców są również dawne państwowe przedsiębiorstwa, które po prywatyzacji, najczęściej pracowniczej, odnalazły się nie tylko na polskim rynku, ale też z powodzeniem podbijają swoimi produktami rynki zagraniczne. Doskonałym przykładem jest tu Solbet – producent betonu z Solca Kujawskiego, czy Wilbo – producent konserw rybnych. W obu przypadkach pracownicy i kadra zarządzająca wzięli na siebie odpowiedzialność za prywatyzowany zakład i dziś mogą się pochwalić ogromnym sukcesem, okupionym latami ciężkiej pracy. Takich firm jest znacznie więcej, ale udana prywatyzacja tego typu dotyczy niestety głównie małych i średnich przedsiębiorstw. Innym przykładem jest Fakro, które z powstałej w 1991 r. rodzinnej firmy stało się dużą międzynarodową korporacją, produkującą okna na najwyższym światowym poziomie.
Wiadomo, że tak, jak ewoluuje gospodarka, tak i zmieniają się produkty, które uznawane są za najlepsze marki. Czy te tendencje obserwujecie Państwo również podczas swojej pracy? Oczywiście. Świat się zmienia, razem z nim polska gospodarka. Do produktów namacalnych takich jak spożywcze, budowlane czy elektroniczne, dochodzą marki instytucji, które oferują usługi, np. medyczne (producent sprzętu Stolter) czy finansowe. One też stały się w ostatnich latach produktami, które promować i badać pod względem jakości należy. W ich przypadku oprócz aspektów takich jak jakość, typowych dla znanych nam dobrze produktów konwencjonalnych, dochodzi jeszcze inne bardzo ważne kryterium analizy i oceny, mianowicie kwestia zaufania klientów. Dwa lata temu zwycięstwo w konkursie odniósł bank PKO BP, rok temu Banki Spółdzielcze. W tym roku na podium stanęły SKOKi.
Od 3 lat analizujecie też Państwo polski rynek firm, które przyszłość wiążą z wdrażaniem innowacyjnych metod zarządzania, produkcji lub bardzo nowoczesnych produktów, opracowanych wewnątrz przedsiębiorstwa, przez jego własne zespoły badawcze. Jak na tym polu radzą sobie polskie podmioty gospodarcze? Z przykrością muszę stwierdzić, że ogromnym problemem Polski jest mała ilość produktów nowych, innowacyjnych i przy tym rodzimych, powstających, np. w oparciu o wyniki badań naukowych, prowadzonych przez polskich naukowców na naszych uczelniach. Mało jest zresztą badań, które kończą się patentami. Większość stworzonych w Polsce produktów jest opatentowana za granicą. Tam też rozpoczyna się ich produkcja, ze stratą dla naszej gospodarki i nauki oczywiście. Cały czas polskie nakłady na badania, naukę i innowacje są zbyt małe. Nie ma również instytucji, która pomagałaby wdrażać osiągnięcia polskich naukowców do polskiego przemysłu. Ta sytuacja odbije się bardzo niekorzystnie na przyszłości naszej gospodarki, choć mam nadzieję, że coś ulegnie zmianie w tej sferze.
Rozmawiał Piotr Sieńko

Godło Promocyjne „Teraz Polska” od lat cieszy się uznaniem klientów i przedsiębiorców
Ośrodek Badania Opinii Publicznej i Rynku MARECO Polska przeprowadził w sierpniu 2009 r. badanie znajomości i postrzegania Konkursu oraz Godła „Teraz Polska”. Wyniki przeprowadzonego sondażu jednoznacznie wskazują na dużą znajomość Konkursu oraz Godła Promocyjnego „Teraz Polska” wśród konsumentów oraz szerokie umiejscowienie tej formy promocji w świadomości społecznej klientów. Godło Promocyjne „Teraz Polska” jest najbardziej rozpoznawalnym znakiem promocyjnym na krajowym rynku. Kojarzone jest przede wszystkim z polskim pochodzeniem oraz wysoką jakością. Od lat spotyka się z pozytywnym odbiorem wśród klientów, przedsiębiorców oraz ich kontrahentów. Ten sam Ośrodek przeprowadził wcześniej badania ankietowe, w których uczestniczyli przedstawiciele 21 firm – Laureatów kilku edycji Konkursu „Teraz Polska”. Ich celem było stwierdzenie, w jakim stopniu Godło Promocyjne „Teraz Polska” przyczynia się do rozwoju firmy. Najwięcej, bo aż 76 proc. ankietowanych uznało, że Godło Promocyjne „Teraz Polska” wpływa na wzrost sprzedaży nagrodzonych produktów i usług. Co trzeci z nich określił wzrost na poziomie ok. 30 proc. Warto również podkreślić, że wg Laureatów nastąpiło zwiększenie poziomu sprzedaży innych produktów i usług pozostających w ofercie firmy. To ich zdaniem w największym stopniu dowodzi faktu, że znak „Teraz Polska” zwiększa zaufanie klientów, jest dobrą formą promocji firmy i przyczynia się do zwiększenia prestiżu przedsiębiorstwa.
 |
|
Dodatek Specjalny
|