|
Silna złotówka i polskie firmy |
|
|
|
|
Autor Agnieszka Subda
|
|
Piątek, 19. 02. 2010 11:12 |
W związku z osłabiającym się znów kursem euro pojawia się pytanie, czy polscy przedsiębiorcy wyciągnęli wnioski z problemów, w które wpędziły ich poprzednie spekulacje na opcjach walutowych.
Według danych NBP na dzień 16 lutego średni kurs EUR/PLN wynosił 4,0168. Wpływ na to mają m.in. pozytywne nastroje na giełdzie wynikające z przynajmniej tymczasowego uspokojenia się sytuacji wokół Grecji. Dla kursu złotego nie bez znaczenia jest też dobra opinia Polski, która – jak mówi Piotr Kuczyński, główny analityki Xelion – na tle krajów z problemami wygląda po prostu znakomicie i dlatego nasza waluta jest tak silna. Pozostaje pytanie, jak długo będzie trwała taka sytuacja i jakie będą jej konsekwencje dla polskich przedsiębiorców? Powszechnie uważa się, że umacniająca się złotówka działa na niekorzyść eksporterów, jednak sytuacja nie jest tak bardzo jednoznaczna. Jan Mazurek, główny analityk TFI Investors, tłumaczy, że chociaż eksporterzy tracą w takiej sytuacji na zawartych transakcjach, zyskują na innych polach, np. przy produkcji, do której wiele firm wykorzystuje importowane komponenty, za które płaci obcą walutą. Silny złoty obniża również koszty paliwa, co działa dodatnio zarówno na rynek eksporterów, jak i przedsiębiorców produkujących na rynek polski. Po doświadczeniach sprzed dwóch lat ważną kwestią w przypadku eksporterów stają się również zawierane przez nich zabezpieczenia. Piotr Drzewiecki, analityk z X-Trade Brokers, stwierdza, że: „Warto przy obecnym scenariuszu z jednej strony zabezpieczyć swoje dochody chociażby opcjami, z drugiej jednak strony nie powielić błędu firm, które do dziś borykają się z problemem spłat wystawionych przez siebie opcji”. Jednak z opinii Jacka Maliszewskiego z Alpha Financial Services wynika, że nie wszyscy wyciągnęli wnioski z popełnionych błędów, ponieważ eksporterzy niemal wcale nie zabezpieczają swoich interesów eksportowych. – Teraz cały cykl jakby się powtarzał. Obawiam się więc, że za jakiś czas eksporterzy chcąc odrobić ponoszone teraz straty zaczną znowu spekulacyjnie wystawiać opcje call na kurs EUR/PLN i USD/PLN - dodaje. Istnieją niewątpliwie i dobre strony wzmacniającego się złotego, które odczują Polacy. Euro spadające poniżej 4,00 zł na pewno ucieszy spłacających kredyty w tej walucie – zarówno gospodarstwa domowe, jak i firmy. Poza tym, spadną np. koszty transportu. Najlepszym rozwiązaniem dla polskich interesów byłby jednak stabilny kurs EUR/PLN, przez co zmniejszeniu uległoby ryzyko walutowe. Taka sytuacja sprzyjałaby i eksporterom, i importerom. Jan Mazurek wspomina również, że kurs EUR/PLN poniżej 3,8 rozwiązałby problem opcji call wystawionych przez eksporterów w 2008 r., które „stałyby się bezwartościowe dla banków”. Przy rozważaniach nad ryzykiem, jakie wynika z wahań kursów walut, nasuwa się pytanie, w jakim stopniu problemy te zostałyby rozwiązane po wprowadzeniu euro w Polsce. Grzegorz Gołębiewski z SGH sądzi, że „samo występowanie fluktuacji kursów walutowych powinno zwiększać grono zwolenników wprowadzenia wspólnej waluty, wówczas część problemów dla przedsiębiorstw działających w Polsce i sprzedających swoje towary i usługi cudzoziemcom zniknie”. Niestety, wprowadzenie tej waluty w naszym kraju na pewno spowoduje inne problemy, zwłaszcza jeśli będziemy to robić na siłę, a finanse państwa nie będą do tego należycie przygotowane.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Wspólna waluta to większa stabilność i przewidywalność dr Grzegorz Gołębiowski, Katedra Finansów Przedsiębiorstwa, SGH Zmiana ceny jednej waluty wyrażonej w innej walucie wywołuje szereg konsekwencji ekonomicznych. Obserwowane obecnie umacnianie się złotego wobec euro czy innych walut wpływa na polską gospodarkę, w tym na przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Co do zasady, umacnianie się złotego w stosunku do euro poprawi sytuację importerów, a pogorszy eksporterów. Ci ostatni w takim momencie muszą ratować się wzrostem wydajności, a tu rezerwy nie są już największe. W konsekwencji słabości euro spadają ich marże i muszą stawić czoła większej konkurencji zagranicznych firm, których eksport do naszego kraju staje się bardziej opłacalny.Z deprecjacji euro zadowoleni jednak będą wszyscy ci, którzy zaciągnęli zobowiązania w tej walucie. Raty kredytów nominowanych w euro będą spadać. Podobnie spadać będą raty naszego zadłużenia zagranicznego oraz jego poziom w przeliczeniu na polskiego złotego, co w kontekście zbliżania się do progu ostrożnościowego określonego w ustawie o finansach publicznych ucieszy rząd. Umacnianie się złotego wpływa też pośrednio na wysokość zarobków w Polsce. Z jednej strony powoduje to zmniejszenie się różnicy pomiędzy ich poziomem w porównaniu z zagranicą, a z drugiej powoduje wzrost siły nabywczej, ze względu na oczekiwany spadek cen towarów importowanych. Obok towarów, podobny trend może dotyczyć surowców, na których import jesteśmy skazani – może obniżyć się cena gazu, czy ropy naftowej. To w konsekwencji zmniejsza presję inflacyjną i może być argumentem dla RPP do pozostawienia stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Mocny złoty to także zachęta do powrotu do Polski osób, które wyjeżdżały za granicę w związku z niezadawalającym poziomem ich zarobków w naszym kraju. Tym samym jest to czynnik powstrzymujący przed emigracją. Ten trend zmian walutowych przyjmą z zadowoleniem również wszyscy planujący spędzić wakacje za granicą. Jednak prowadzący biznes turystyczny w naszym kraju w takiej sytuacji muszą spodziewać się mniejszych zysków. Ostatecznie jednak, samo występowanie fluktuacji kursów walutowych powinno zwiększać grono zwolenników wprowadzenia wspólnej waluty. Wówczas część problemów dla przedsiębiorstw sprzedających swoje towary i usługi cudzoziemcom działających w Polsce zniknie. Będą mogły prowadzić swoją działalność przy większej stabilności i przewidywalności.
Pogorszenie konkurencyjności towarów Jan Przystupa, Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur W przypadku wpływu kursu euro na całą gospodarkę (ocena makro) odnosimy się do pojęcia kursu równowagi, tj. takiego kursu, który zapewnia zrównanie tempa wzrostu rzeczywistego PKB z tempem wzrostu produktu potencjalnego (takiego, który można wytworzyć przy użyciu dostępnych zasobów pracy i kapitału), przy stabilizacji zadłużenia zewnętrznego na dotychczasowym poziomie. Przyjmując kurs euro/dolar zbliżony do 1,4, kurs równowagi złotego powinien zawierać się w przedziale 3,80-3,90 złotego za euro, a więc poniżej 4 zł. Taki kurs zapewniłby w długim okresie roczne przyrosty PKB równe 4,1 proc., na które składałby się przyrost konsumpcji o 4 proc. rocznie, inwestycji 8,7 proc., wolumenu eksportu 8,5 proc. i wolumenu importu 8,1 proc. rocznie. Natomiast w przypadku przedsiębiorstw wytwarzających produkty nisko przetworzone lub wykorzystujących do produkcji surowce i półprodukty pochodzenia krajowego każda aprecjacja złotego powoduje pogorszenie konkurencyjności ich towarów zarówno na rynku zewnętrznym (wzrost ceny), jak i krajowym – wzrost konkurencji produkcji z importu. Przy czym kilkuprocentowa (np. 3 proc.) aprecjacja złotego raczej zmniejszy rentowność produkcji niż wygeneruje stratę. Dotyczy to mniej niż 20 proc. ogółu przedsiębiorstw. W odniesieniu do przedsiębiorstw wytwarzających produkty wysoko przetworzone, częściowo z surowców i półproduktów importowanych, optymalnym poziomem kursu jest ten zbliżony do kursu równowagi, tj. 3,8-3,9 zł za euro.
Dobra opinia i niewielkie wahania kursu Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi Osłabiające się na skutek greckich zawirowań (i nie tylko greckich, bo mamy jeszcze problem Portugalii i Hiszpanii) euro ma niejednoznaczny wpływ na polską gospodarkę. Teoretycznie spadek kursu EUR/USD, czyli osłabienie euro w stosunku do dolara, powinien osłabiać złotego zarówno w stosunku do euro, jak i do dolara. Tego procesu praktycznie nie widać. Owszem, złoty trochę traci w stosunku do dolara, który od grudnia 2009 r. zyskał już 10 procent w stosunku do euro, ale w stosunku do euro nasza waluta jest bardzo stabilna. Polska ma bardzo dobre opinie, a na tle krajów z problemami wygląda po prostu znakomicie i dlatego nasza waluta jest tak silna. Nie ulega wątpliwości, że jak tylko na rynkach światowych rozpocznie się korekta (w górę), to nasza waluta będzie zyskiwała. Jeśli chodzi o wpływ zawirowań na rynku walutowym na realną gospodarkę, to nie jest on jednoznaczny. Generalnie uważa się, że słaba waluta sprzyja eksporterom (zwiększa ich konkurencyjność na rynkach światowych), a mocna im szkodzi. Jeśli chodzi o importerów, sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie. Oczywisty jest wpływ siły waluty na bilans obrotów bieżących. Im waluta jest słabsza, tym lepiej dla tego bilansu, bo rośnie eksport i spada import, co obniża deficyt handlu zagranicznego. W praktyce sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Pamiętać trzeba o tym, że słabnące na rynkach globalnych euro, nawet przy stabilnym kursie złotego do tej waluty, pomaga polskiej gospodarce. Powód jest prosty: im słabsze jest euro, tym większa jest konkurencyjność gospodarki strefy euro, więc tym pewniejsze jest ożywienie gospodarcze tego obszaru. Polska wymiana handlowa w ponad 70 procentach koncentruje się na krajach strefy euro. Stabilny kurs EUR/PLN zapewnia znaczne zmniejszenie ryzyka walutowego, co jest plusem zarówno dla eksporterów, jak i dla importerów. Wzrost konkurencyjności europejskiej gospodarki zwiększający szybkość jej rozwoju powinien zwiększyć również popyt na import, w tym oczywiście import z Polski.
Warto wyciągnąć wnioski z błędów sprzed dwóch lat Piotr Drzewiecki, X-Trade Brokers DM S.A. Kurs EUR/PLN jest obecnie jednym z najbardziej intensywnie obserwowanych zarówno przez polskich inwestorów, jak i przedsiębiorców. Euro od połowy stycznia atakuje poziom wsparcia i ważny poziom psychologiczny 4zł, co oznacza powrót do poziomów kursowych sprzed grudnia 2008 r. Umacnianie się naszej waluty wynika przede wszystkim ze spadku awersji do ryzyka zagranicznych inwestorów. Poprawa globalnej koniunktury oznacza największy potencjał wzrostu na rynkach wciąż rozwijających się, a co za tym idzie, popyt na walutę tych rynków. Dalsze umocnienie złotego będzie co prawda opóźnionym wskaźnikiem dalszego rozwoju gospodarki zarówno polskiej, jak i światowej, jednak w różny sposób wpłynie na oddzielne jej sfery. Najczęściej mówi się, że kursy walut mają duży wpływ na ceny produktów, więc również na eksporterów i importerów. Doświadczenia polskich przedsiębiorców, opierających przychody na handlu zagranicznym, mówią jednak, że to zmiana marż, a nie cen, jest głównym skutkiem wahań kursów walutowych. O ile więc wolumen sprzedanych przez eksporterów produktów pozostanie na stałym poziomie, zyskowność i marże mogą znacząco ucierpieć. Warto przy obecnym scenariuszu sięgnąć do doświadczeń eksporterów sprzed dwóch lat i z jednej strony zabezpieczyć swoje dochody chociażby opcjami, z drugiej jednak strony nie powielić błędu firm, które do dziś borykają się z problemem spłat wystawionych przez siebie opcji. Odwrotny efekt będzie można zauważyć u importerów, którzy, choć prawdopodobnie obniżą ceny, zrobią to w niewielkim zakresie, co utrzyma obrót na podobnym poziomie, a zredukuje koszty firm. Dalsze wzmacnianie złotego sprawi, że Polaków będzie stać na więcej, jednak będzie miało też efekt hamujący rozwój naszej gospodarki, co może mieć wpływ na wynagrodzenia i poziom bezrobocia. Przede wszystkim wzrosną koszty pracy i inwestycji w stosunku do innych krajów europejskich, co ujemnie wpłynie na bezpośrednie inwestycje zagraniczne i może ograniczyć zaangażowanie europejskich firm w zakłady produkcyjne i usługowe lokalizowane w Polsce.
Silny złoty nie w pełni szkodzi eksporterom Jan Mazurek, główny analityk TFI Investors Dziś wielu analityków prognozuje znaczące umocnienie się złotego, co niepokoi eksporterów. Czy takie obawy są w pełni uzasadnione? W praktyce zmiana kursu złotego wobec waluty transakcji eksportowej nie przekłada się w pełni na zmianę wyniku finansowego, zarówno zysku, jak też straty. Dla eksportera umocnienie złotego powoduje z jednej strony spadek wpływów z zawartej transakcji, lecz również obniża wiele kosztów, na które mają wpływ kursy walutowe. Często do produkcji wykorzystuje się komponenty pochodzące z importu, za które przedsiębiorstwo płaci walutą obcą. Ponadto, od siły złotego zależy cena paliwa, czy spedycji międzynarodowej. Jeżeli złoty umocni się, potanieją paliwa, które zazwyczaj stanowią znaczącą pozycję kosztową. Wyobraźmy sobie przedsiębiorstwo produkujące na eksport do Austrii plastikowe okna. Do ich wytwarzania używane są profile PVC produkowane w Polsce, jednak ich cena jest wyrażona w euro. W Niemczech kupowane są okucia metalowe, a we Francji uszczelki – wszystko za euro. Obciążenia ponoszone w złotych dotyczą pozostałych elementów okien, wynagrodzeń, energii, amortyzacji i kosztów ogólnozakładowych. W przypadku aprecjacji naszej waluty, kwota uzyskana ze sprzedaży okien na rynek austriacki, po jej wymianie na złote, będzie mniejsza od oczekiwanej, jednak niższe będą koszty związane z importem komponentów, a także ewentualnym transportem, jeżeli jest rozliczany w obcej walucie. Zatem, aby określić, jaki wpływ będzie miało umocnienie złotego na wynik danej transakcji eksportowej, należy przeanalizować, wyrażone w walutach obcych, wszystkie pozycje przychodów oraz kosztów wynikające z produkcji na eksport, a te mają wpływ na wartość składników aktywów i pasywów. Ich różnica stanowi o globalnej pozycji walutowej, a od niej zależy, ile eksporter straci w przypadku umocnienia naszej waluty lub zyska w przypadku jej osłabienia. Takie kompensowanie zysków i strat wynikających ze zmiany kursów walut określane jest mianem hedgingu naturalnego. Należy zdawać sobie sprawę, że umocnienie się złotego poprawi sytuację przedsiębiorstw sprzedających na rynek krajowy, gdyż niemal każde posiada składniki kosztów zależne od kursu złotego, na przykład paliwa. Ponadto, wiele z nich spłaca raty kredytów walutowych, przeznaczonych na inwestycje. Warto jeszcze wspomnieć o sprawie niechlubnych transakcji zabezpieczających z wykorzystaniem strategii opcyjnych, które były zawierane w 2008 r. i przyniosły poważne straty wielu przedsiębiorstwom, wynikłe z powodu deprecjacji złotego. Do tej pory wiele z nich jest jeszcze aktywnych. Osiągniecie kursu poniżej 3,8 EUR/PLN spowodowałoby, że problem przestałby niemal istnieć, gdyż wiele wystawionych przez eksporterów opcji call stałoby się bezwartościowych dla banków.
 |
|
Dodatek Specjalny
|