Wariant argentyński wkrótce w Polsce? PDF Drukuj Email
Autor Janusz Szewczak   
Piątek, 03. 07. 2009 18:22

Polacy na własne oczy zobaczą wreszcie na przełomie 2009 i 2010 kryzys, w który nie chcą jeszcze uwierzyć. Późną jesienią 2009 r. trzeba będzie po raz drugi nowelizować tegoroczny budżet, bo znów zabraknie 25 – 27 mld zł. A istotne osłabienie waluty krajowej, które z reguły występuje przy nowelizacji budżetu czy załamaniu się wpływów i dochodów budżetowych, może oznaczać dla nas krach w argentyńskim stylu.

Jeszcze w maju 2008 r. „Gazeta Finansowa” w artykule „Nadchodzi budżetowy huragan Vincent” ostrzegała, że „tajfun Vincent” po czerwcu poważnie zagrozi finansom publicznym i tegorocznemu budżetowi. Zapowiedziana właśnie na lipiec przez ministra finansów nowelizacja budżetu państwa na 2009 r. to dopiero początek zniszczeń huraganu Vincent. Dzisiejszy stan finansów publicznych i budżetu to w decydującej mierze zasługa niewątpliwie najgorszego od 20 lat ministra finansów.

Oaza spokoju?

Polska miała być samotną wyspą, której kryzysowe fale tsunami nie dotkną. Tymczasem będziemy mieli, już w tym roku, murowaną recesję na poziomie 1 – 2 proc. PKB, a nie wzrost PKB rzędu 0,2 proc., jak twierdzi minister finansów. Jan Vincent-Rostowski jeszcze w styczniu 2009 r. przewidywał wzrost gospodarczy na poziomie 3,7 proc. Minister finansów tłumaczył do niedawna, że nie zwiększamy deficytu by nie osłabić złotego. Trzymamy deficyt w ryzach by szybko wejść do strefy euro. Zamiast tego wszystkiego będziemy mieli i to w 2010 r. długą i głęboką recesję i to rzędu tej, która dotyka dziś naszych sąsiadów, czyli między 4 a 6 proc. PKB.

Jaki cud?

Na naszych oczach zawaliły się więc fundamenty dotychczasowej polityki gospodarczej rządu, polegającej na nierobieniu niczego w walce z kryzysem. A przecież Polska zasługiwała podobno na cud gospodarczy podobny do tego irlandzkiego. Tyle, że teraz Irlandia może mieć spadek PKB rzędu 10 proc. i ma gigantyczne długi. Czyżby i nas miał dotyczyć podobny los w nieodległej przyszłości? Nie bardzo wiadomo dlaczego aktualna koalicja rządowa i rząd nadal wierzą w zaklinanie rzeczywistości przez ministra finansów.

Kłamaliśmy cały czas

A oto te rzekomo mocne fundamenty polskiej gospodarki. To dziś, przypomnijmy: 650 mld zł długu publicznego Skarbu Państwa, ok. 200 mld euro długów zagranicznych, 200 mld zł zadłużenia Polaków z tytułu kredytów hipotecznych, z czego olbrzymia cześć w walutach zagranicznych, w tym we franku szwajcarskim, 45 mld kredytów zagrożonych, na razie, na dziś, 17 mld zadłużenia na kartach kredytowych, 45 mld euro zadłużenia banków komercyjnych działających w Polsce, minimum 20 mld długów przedsiębiorstw z tytułu opcji walutowych, 271 mld wzajemnych zobowiązań przedsiębiorstw, coraz poważniejsze zatory płatnicze, niewypłacanie pensji i wynagrodzeń pracownikom na czas, rosnące bezrobocie – pod koniec roku może wzrosnąć aż o 600 tys. osób do nienotowanego od dawna poziomu na przełomie roku 2009/2010 rzędu 18 – 20 proc.

Kredytowa susza

Mamy nadal spadek zysków banków, od 50 do blisko 90 proc. w niektórych przypadkach zarówno w pierwszym, jak i w drugim kwartale. Rezerwy i odpisy mogą sięgnąć kwoty astronomicznej – 15 do 20 mld zł pod koniec roku. Akcja kredytowa dla przedsiębiorstw praktycznie zamarła i jest na poziomie 0. Istnieje realna możliwość wystawienia niektórych banków na sprzedaż, potencjalnie może to grozić BZ WBK, Millennium Bankowi, Kredyt Bankowi czy Citi Handlowemu.

Długi, długi…

Minister finansów – Jan Vincent-Rostowski bardzo troszczy się o to by nasze dzieci nie płaciły za długi rodziców. Problem jednak w tym, przypomnijmy to, że tylko w latach 2007 – 2009 dług publiczny Skarbu Państwa wzrósł o ponad 150 mld zł, tylko przez te 3 lata. W 2010 przekroczymy pewnie poziom publicznego zadłużenia Skarbu Państwa w kwocie 800 mld zł łącznie. To prawdziwy rekord szybkości w zadłużaniu w ostatnich latach. Przypomnijmy też, że tegoroczne potrzeby pożyczkowe na razie jeszcze sprzed zapowiedzi nowelizacji to 155 mld zł. Ministerstwo Finansów całkowicie zbagatelizowało liczne i to bardzo liczne przecież ostrzeżenia nawet ze strony własnych urzędników. Krytyków i co bardziej prawdomównych analityków oskarżano o ignorancję, brak dobrej woli, kłamstwa i szerzenie psychozy strachu oraz sztuczne wywoływanie kryzysu.

Coraz groźniej

Minister finansów właśnie zapowiedział, że deficyt finansów wyniesie jednak nie wirtualne 18,5 mld zł, ale rzekomo realne 27 mld zł. Będzie więc zwiększony zaledwie o 9 mld zł, choć z prostych wyliczeń wynika, że powinno to być co najmniej 33 mld zł. Bo 37 mld ubytku dochodów i 22 mld oszczędności daje 15 mld, a nie 9 mld. Znów bardzo dziwnie i mało realistycznie, a właściwie czysto PR-owo policzono nowy deficyt budżetowy. Wygląda na to, że po wirtualnym budżecie mamy wirtualną nowelizację budżetu. Już dziś, w połowie 2009 r., realny deficyt zbliża się do poziomu 50 mld zł. Można go w miarę dokładnie oszacować na poziomie 54 – 55 mld zł. Pod koniec roku może on wynieść równie dobrze 90 mld i przewyższyć słynną już dziurę Bauca. Deficyt budżetu państwa wyniesie w 2009 r. między 6 a 7 proc. PKB, a deficyt sektora finansów publicznych może wynieść na koniec roku nawet 8 do 9 proc. PKB. W tym ostatnim przypadku deficytu sektora finansów publicznych minister finansów informując Komisję Europejską, pomylił się tylko o 14 mld zł – dodajmy: na razie.

Szykują się prawdziwe cuda

Na jesieni będziemy więc mieli kolejne podejście do nowelizacji budżetu, choć na razie minister finansów gorąco temu zaprzecza, a to poważnie zachwieje wiarygodnością Polski, jej ratingiem i osłabi złotego być może nawet do poziomu 5,5 za euro czy 3,5 za franka. Bo takie rzeczy nie uchodzą bezkarnie w świecie finansów. Nierealistyczne oszacowanie prawdziwego deficytu budżetowego spowoduje zamrożenie płac w sferze budżetowej i zatrzymanie już obiecanych podwyżek dla nauczycieli, policjantów, sędziów, celników itd. Oznaczać będzie również wstrzymanie gwarancji rządowych dla inwestorów budujących drogi i autostrady. Bez gwarancji nie będzie autostrady, nie będzie też kredytu, bez kredytu nie będzie autostrady i tak kółko się zamyka. Oznacza to również podwyżki składek podatków pośrednich: VAT-u, akcyzy, w tym co najgorsze VAT-u na żywność – coś co najmocniej uderza w najbiedniejszych. Należy się również liczyć ze zmianami stawek PIT i CIT. Rząd mówi coś o powrocie do 40-proc., najwyższej stawki podatku PIT. Mówi się o likwidacji 19-proc. liniowej stawki dla samozatrudniających się, podwyżce cen na akcyzy na prąd i paliwa, alkohol i tytoń, powrocie do podatku katastralnego, ostatnio zapomnianego, nowych podatków typu stabilizacyjnego, pielęgnacyjnego, grozi realne zamrożenie i wydłużenie zwrotu VAT-u dla przedsiębiorców, którzy i tak nie mogą doczekać się swoich pieniędzy.

Drenowanie spółek

Szykuje się więc drenowanie spółek państwa z dywidend, co będzie bardzo szkodliwe w skutkach na dłuższą metę i będzie miało charakter działań wybitnie na szkodę własnych spółek przez zarządy, które są do tego wręcz zmuszane przez właściciela, czyli Ministerstwo Skarbu Państwa. Żeby przetrwać i dalej funkcjonować instytucje okołobudżetowe będą musiały rozpaczliwie pożyczać, tylko gdzie? Które banki tak chętnie udzielą tych pożyczek? Krajowy Fundusz Drogowy będzie musiał pożyczyć od 10 do 15 mld zł, FUS od 5 do 10 mld zł. Z pewnością nie będzie obiecanej waloryzacji rent i emerytur, choć na razie rząd zapewnia, że dotrzyma słowa, choć na minimalnym poziomie 3 – 3,5 proc., czyli po uwzględnieniu inflacji byłaby to tak naprawdę zerowa waloryzacja. Ale przecież rząd obiecywał też jeszcze niedawno, że nie podniesie podatków, a jednak podniósł. Będzie za dużo wydatków, a za mało dochodów.

Szok powakacyjny

Polacy na własne oczy zobaczą wreszcie na przełomie 2009 i 2010 kryzys, w który nie chcą jeszcze uwierzyć. Późną jesienią 2009 r. trzeba będzie po raz drugi nowelizować tegoroczny budżet, bo znów zabraknie 25 – 27 mld zł. A Polska w 2010 r. będzie bardziej niż w 2009 r. narażona na krótkoterminową utratę płynności, niestabilne warunki rozwoju, trudności z napływem kapitału. Tym bardziej, że po Łotwie i Węgrzech, właśnie w Polsce tyka coraz głośniej bomba kredytowa i zadłużeniowa, rośnie liczba zagrożonych kredytów, rośnie liczba bankructw, trwa susza kredytowa. A istotne osłabienie waluty krajowej, które z reguły występuje przy nowelizacji budżetu czy załamaniu się wpływów i dochodów budżetowych, może oznaczać krach w argentyńskim stylu. Zakładane zwiększone wpływy z podwyższonej akcyzy na alkohol zamiast dać wzrost wpływów budżetowych o około miliard złotych, mogą dać dokładnie odwrotny efekt. Mogą się okazać aż o 800 mln niższe i zamiast 6,5 mld planowanych wpływów, może być zaledwie 5,5 mld wpływów z tego tytułu.

Wariant argentyński

Podniesienie stawek VAT na usługi hotelarskie i gastronomiczne może okazać się prawdziwym nożem wbitym w plecy rynkowi gastronomicznemu, hotelarskiemu, polskiej turystyce. I to w fazie przygotowań do EURO 2012. Generalnie więc skutki mogą być odwrotne od zamierzonych przez fiskusa. A jeszcze przed nami wiele trudnych decyzji, które zakomunikują nam minister finansów i rząd. Dramatycznie więc zapowiada się dopiero rok 2010, niewiele lepiej 2011. To będą dwa lata wielkich wyrzeczeń i to w sytuacji, gdy inni w Europie będą już na prostej, my będziemy się zapadać bo kryzys długo lekceważony, słabo zwalczany mocniej i głębiej zapuścił u nas korzenie. Kryzys argentyński nad Wisłą staje się coraz bardziej prawdopodobny, możemy szybciej niż to się wydaje dołączyć do takich krajów jak Łotwa, Litwa, Węgry, Rumunia, od których tak bardzo podobno się różnimy, przynajmniej według naszego ministra finansów.

Autor jest analitykiem gospodarczym

Komentarze (10)add comment

R said:

Szanowni Państwo !
Jestem chyba przeciętnym obywatelem tego kraju,który może trochę wiecej interesuje się polityką gospodarczą czytając gazety ekonomiczne i gospodarcze!Jestem w 100% pewny,że marnujemy kraj i marnujemy pieniądze budżetowe w sposób makabryczny.Dlategoteż powyższy artykuł potwierdził mi dobitnie,że nie jestem jedyny,który wręcz jest pewny takiego scenariusza jak wyżej.Najgorsze jest to,że jesteśy krajem wyjąkowo populistycznym i w związku z tym szanse na stabilizację i rozwój mamy nikły.
Powstaje pytanie co zrobić by to odwócić ?
Głęboka reforma finansów publicznych i stworzenie szans inwestycyjnych TO PODSTAWA.W zakresie reformy finansów to ścisłe ograniczenie wydatków,zmiejszenie liczby etatów,wynagrodzeń w sferze budzetowej,zamrożenie rent i emerytur,niedopłacanie do żadnych bankrutów w tym kryzysogennych banków !
Natomiast wszystkie wolne środki przeznaczyć na dofinansowanie istotnych dla kraju inwestycji i rozwój przedsiębiorczości.
Jako osoba zainteresowana funduszami unijnymi chcę wyjaśnić dlaczego ten kierunek zamiera a przecież po okrezie stagnacji może stanowić istotne źródło budżetu państwa.
KREDYTY !Problem w tym,że do tej pory żaden bank udzielając kredytu żądał zabezpieczeń ale NIE INTERESOWAŁ SIĘ DZIEDZINĄ w którą kredytobiorca inwestował.Banki,które udzielają kredyt i nie współdziałają w kierunku jego rozwoju kredytobiorcy,są kryzysogenne.Banki chcą zarabiać ale bez wysiłku.Zatem kredyt inwestycyjny odpada,bo ryzyko zmian poprzez ustawy gospodarcze jest bardzo wysokie !DOTACJA UNIJNA ! To jedyny bardziej bezpieczny sposób pozyskania gotówki ale bez wsparcia państwa jest to niemożliwe.Chodzi o mentalność urzędniczą,która niszczy wszelkie zakusy na działaność gospodarczą.Zawierając umowę musisz zdeklarować się,że zatrudnisz np.5-10 pracowników i dasz im zatrudnienie na minimum 5 lat,że zakupy sprzętu możesz dokonywać jedynie w kraju pomimo,że korzystniej bo nawet z 50% bonifikatą za granicą.Na czas kryzysu ubiegający sie o dotację powinien ją dostać bezproblemowo przy warunku ścisłego zabezpieczenia i rozliczenia i kontrolowania zakupionego sprzętu do czasu istotnego rozwoju firmy połączonego z rozwojem kraju.Innego sposobu nie ma.Jesli to nie nastąpi samo pobudzanie gospodarki popytem konsumpcyjnym nie da tego rozwoju.DLATEGO SCENARIUSZ ZAWARTY W ARTYKULE JEST W 90% PRAWDOPODOBNY !
lipiec 05, 2009

F said:

panie Szewczak, gdzie to zapowiadane euro po 5,50 w czerwcu, krach w bankowości, huragan budżetowy itd. Jak na razie wśród pseudoanalityków ma pan palmę pierwszeństwa. W pierwszym zdaniu czytamy "Polacy na własne oczy zobaczą wreszcie [..] kryzys". To chyba myślenie życzeniowe coby któryś z pańskich artykułów "wreszcie" nie mijał się z prawdą. Oj chyba tracimy wiarygodność. Zupełnie jak TVN CNBC.
lipiec 09, 2009

ronald said:

1. Szewczak napisał że 5.50 czy nawet 6.00
w końcu roku a nie w czerwcu
2. Krach w bankowości już praktycznie jest .
Banki w Polsce przestały praktycznie kredytować firmy .
3. Huraganu budżetowy już jest (30 mld dziury budżetowej)
a do końca jak wyliczył gomułka około 90 mld.

Mało ?


lipiec 10, 2009

Andrzej said:

Dlaczego p. Szewczaka podpisujecie tylko jako analityka gospodarczego?(chociaż to i tak już sukces, kiedyś jeszcze dopisywaliście -niezależny- ), autor artykułu nie jest niezależny, bo jest wiceprezesem Ruchu Społecznego Naprzód Polsko, który wg Wikipedii: "Ruch Społeczny Naprzód Polsko (Naprzód Polsko, NP), polska prawicowa partia polityczna, utworzona 12 października 2008 głównie przez byłych polityków Ligi Polskich Rodzin.
lipiec 12, 2009

pm said:

Nie da się ukryć że prognoza pana Szewczaka nie sprawdziła się, przynajmniej jeśli chodzi o czerwiec, sądze że lipiec też nie będzie miał tu żadnego znaczenia. Oczywiście nie twierdzę ze sytuacja gospodarcza naszego kraju jest dobra, moim zdaniem prawdziwy czas próby nadejdzie tej jesieni i wiosną 2010 r. Jeżeli gospodarka nie odczuje tego okresu negatywnie, to myśle że Polska poradzi sobie z kryzysem. Oczywiście najbliższe lata będą znacznie słabsze i skromne ale nie będzie już widma gwałtownego totalnego załamania. Dlaczego zwracam uwagę na jesień? Otóż uważam że jesienią nałoży sie wiele czynników które będą miały decydujące znaczenie co do kondycji gospodarczej kraju. Wzrost bezrobocia zwiazany z końcem prac sezonowych, nowelizacja budżetu, być moze grozi nam nawet druga, ograniczenie konsumpcji w wyniku wzrostu cen, dochodzi jeszcze cały szereg czynników innej natury no i sytuacja zewnętrzna. To będzie bardzo ciężki czas, w tej chwili świeci słońce , odpoczywamy i robimy wszystko tak aby byłó miło i fajnie, dopiero jesień będzie opowiedzia i testem na siłę naszej gospodarki . Pozdraiwam
lipiec 14, 2009

marcin said:

Jak pisze Andrzej? Czy LPR nie zaplaci takiej samej ceny za krach w PL jak my wszyscy? Czy moze jest tu ciche zalozenie ze PiS, LPR, SLD i ogolnie wszyscy z wyjatkiem jedynie slusznej partii obywatelskiej naszego przepelnionego miloscia premiera nikczemnie dybia na Polske i aby zobaczyc upadek tego rzadu z radoscia zgodza sie na krach finansowy wiec kopia dolki pod uznanym ekspertem, nieomylnym profesorem Rostowskim. Szewczak pisze co uwaza, nalezy do sceptykow i dobrze w tym zalewie bezkrytycznego klakierstwa jaki do niedawna byl w tv. Wlasnie - byl! Nie wiem czy widzicie ale salonowe telewizje cos przestaja dopieszczac rudego pozoranta. Czyzby szykowana byla zmiana? Duet Olechowski-Piskorski nowa jedynie sluszna partia? Ciekawy jestem waszych opinii...
lipiec 14, 2009

victor said:

Cóż, w Polsce zauważalny był szalony rozwój- wzrost bogactwa bogatych, bieniejsi kupowali wypasione fury i komóry, tylko,że poza kopalniami i częściowo rolnictwem nic nie wytwarzamy samodzielnie. Jedynie stworzyliśmy wielkie struktury administracyjno-samorządowe dla przekazywania n.in. środków UE, które de fakto pochodzą w znacznej części z naszego budżetu. Brak rozwiniętej gospodarki materialnej został zastąpiony "usługami"- ubezpieczenia, bankowość inwestycyjna, szkolenia nikomu niepotrzebne, konsulting, ochrona ziemi przed globalnym ociepleniu (pomimo wzrostu pokrywy lodowej na Antarktydzie i w Arktyce), działalność lobinngowa i promocyjna (czego?).
Niebotyczne wynagrodzenia persnelu administracji rządowej i samorządowej, deficyt rachunku bieżącego wynikajacy z wzmożonego importu łagodzony jedynie wpływami z zarobków emigrantów (wygnańców, dla których w Polsce nie ma miejsca dla godnego zarobkowania), i znaczący wzrost zadłużenia budżetu to typowe przesłanki kryzysu argentyńskiego.
Jednie co mozna zrobic to zredukować aministrację rządową i samorządową o 60% wraz z uproszczeniem przepisów prawnych, ograniczenie przepływu srodków przez budżet, wprowadzenie powszechności płacenia istniejących podatków (bez ich podwyższania) poprzez likwidację szarej strefy oraz omijaniu opodatkowania przez koncerny i krezusów biznesowych oraz likwidację OFE jako żródła zarobkowania spekulantów giełdowych.
lipiec 19, 2009

Bobas said:

trochę o tej Argentynie piszą na serwisie Mojeopinie.pl, odnoszą się do tekstu Pana Szewczaka...
http://www.mojeopinie.pl/polska_druga_argentyna_niekoniecznie,3,1263575502
styczeń 23, 2010

Krakauer said:

W Argentynie elita już zupełnie oszukała naród. U nas się to chyba nie powtórzy. mamy w końcu pieniądze z Unii.
kwiecień 10, 2010

Darek said:

Pełen szacunek dla p.Szewczaka.Pisał Pan między innymi o podatku Vat.No i proszę,minął roczek i vat do góry!
sierpień 11, 2010

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej