Polska idzie hiszpańską drogą PDF Drukuj Email
Autor Janusz Szewczak   
Piątek, 12. 02. 2010 09:37
Wysokie bezrobocie w Hiszpanii wynoszące 19 proc., w Polsce 13 proc., zbliżony poziom długu publicznego ok. 60 proc. w relacji do PKB i konsumpcji na kredyt, bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, rosnąca liczba kredytów zagrożonych i utraconych to nie jedyne podobieństwa kraju „sukcesu” i kraju w kryzysie, tj. Polski i Hiszpanii.


Jak twierdzą przedstawiciele rządu Polska to podobno dziś: tygrys gospodarczy, bezpieczna przystań, zielona wyspa i kraj mocnych fundamentów gospodarczych. Według rządowego PR Polska jest potęgą gospodarczą i basta. Ma być tylko lepiej – silny złoty po 3,5 za euro, niższy deficyt finansów publicznych w 2010 r., wyższe wpływy podatkowe, wzrost PKB albo o 1,2 proc., jak zapisano w budżecie, albo nawet o 3 proc., jak przewidują hurraoptymistyczne założenia w „Planie konwergencji”. Jeszcze niedawno takim właśnie rajem gospodarczym była Hiszpania.

Polak, Hiszpan – dwa bratanki
Hiszpania to kraj bardzo podobny do Polski, gdy idzie o wielkość, liczbę ludności (41 mln mieszkańców), siłę i strukturę gospodarki (rolnictwo, handel, budownictwo, usługi, montownie), podział administracyjny (17 regionów), styl życia społeczeństwa. Na podobnym poziomie są, m.in. konsumpcja na kredyt i wysokie bezrobocie. Dziś Hiszpania uważna jest za chorego człowieka Europy. Obawa o jej stan przedzawałowy, podobnie jak Grecji, spędza sen z powiek urzędnikom i politykom UE. Cóż takiego się stało, że to właśnie kryzys hiszpański może zagrozić stabilności Unii Europejskiej, strefie euro i może zatrząść posadami Eurolandu? Przez lata to właśnie Hiszpania, która miała wysokie tempo wzrostu gospodarczego, liberalne przepisy gospodarcze, wszechpotężną akcję kredytową i boom mieszkaniowy była nam stawiana jako wzór do naśladowania.
Prymus w oślej ławce – czyje fundamenty mocniejsze?
Co się więc stało z Hiszpanią, krajem sukcesu gospodarczego, dynamicznie się rozwijającym, mającym już euro i dysponującym nadal własnym potężnym rynkiem bankowym? My, Polacy nie mamy już takiego luksusu – praktycznie do cna wyprzedaliśmy sektor bankowy. Jadąc do Hiszpanii na urlop i za chlebem, zazdrościliśmy im zarówno tamtejszego tempa wzrostu gospodarczego, jak i poziomu życia. Czy aby rzeczywiście nasze fundamenty gospodarcze różnią się aż tak bardzo od tych hiszpańskich? Nad Hiszpanią wiszą czarne chmury, a u nas słońce zaimportowane z Peru. Deficyt finansów publicznych Hiszpanii to ok. 10-11 proc. Nasz oficjalny deficyt to już 7,2 proc. pod koniec grudnia 2009. W 2010 r. wzrośnie on najprawdopodobniej do 8-9 proc. PKB Hiszpanii zmalało w 2009 r. o 3,6 proc., nasze o 3,3 proc. Spadek był więc podobny. Hiszpańskie bezrobocie to 19,5 proc., w Polsce w styczniu wyniosło ono 13 proc. i ma wyraźną tendencję wzrostową, która może okazać się bardzo gwałtowna, gdy dojdzie do grupowych zwolnień, np. pracowników PZU. Podobnie kształtuje się również bezrobocie wśród ludzi młodych poniżej 30 roku życia zarówno w Hiszpanii, jak i w Polsce. W obu krajach przekracza ono 30 proc. I tam, i u nas ministrowie finansów zapowiadają drastyczne obniżenie deficytu do poziomu 3 proc. w latach 2012-2013, co wydaje się na razie całkowicie nierealne – typowe kolejne cuda gospodarcze ogłaszane opinii publicznej. Dług publiczny Hiszpanii jest prawie identyczny jak Polski. W Hiszpanii wynosi on 66 proc. w relacji do PKB, u nas na razie wynosi 55 proc., ale pod koniec 2010 r. prawdopodobnie dojdziemy do 60 proc. progu konstytucyjnego. Tak ocenia to Komisja Europejska, przewidując poziom zadłużenia w relacji do PKB dla Polski na poziomie 59 proc. Deficyt budżetowy Hiszpanii to ok. 10 proc., co wynika z, m.in. wpompowania wielu miliardów w gospodarkę. Nasz deficyt bez wpompowania jakichkolwiek środków finansowych to na razie 7,2 proc. Razem z funduszem drogowym i długami ZUS-u wynosi on naprawdę ok. 10 proc., czyli nie 24-25 mld zł, a 40 mld zł. Ceny mieszkań pod koniec roku w Hiszpanii spadły o około 12 proc. w porównaniu do okresu prosperity. U nas mimo braku kryzysu te ceny spadły również o około 10-15 proc. Ponad 20 proc. hiszpańskich firm nie jest w stanie wywiązywać się ze swoich zobowiązań finansowych – u nas sytuacja jest bardzo podobna, bo dotyczy 20-25 proc. firm. Tylko co 9 polska spółka nie ma problemów z odzyskiwaniem należności.

Hiszpania na skraju bankructwa
Nasze tempo zadłużania się jest prawie identyczne do szybkiego tempa hiszpańskiego sprzed kilku lat. Zadłużenie się polskich gospodarstw domowych tylko w okresie 2007-2009 wzrosło aż o 200 proc. Długi zagraniczne urosły do gigantycznej kwoty 200 mld euro. W Hiszpanii zadłużenie sektora prywatnego w ostatnich 10 latach wzrosło o 120 proc., u nas w podobnym okresie o ok. 100 proc. wzrosło zadłużenie przedsiębiorstw. Dziś nawet hiszpańskie kluby piłkarskie są mocno zadłużone. Długi rodzin i firm hiszpańskich przekroczyły poziom oszczędności i depozytów bankowych o ponad 35 proc. U nas zjawisko przewagi kredytów nad depozytami również zaczyna być poważnym problemem. Zarówno w Hiszpanii, jak i w Polsce widać wyraźne ograniczenia w dostępie do kredytów, zwłaszcza dla MSP i przedsiębiorstw rodzinnych. Zapewne uniemożliwi to szybki rozwój i wyjście z kryzysu.

Konsumpcja i rozwój na kredyt
Podobnie jak w Hiszpanii, Polacy w olbrzymiej mierze rozwijali się i nadal rozwijają się na kredyt, do czego bardzo się przyzwyczaili. Kredyty zagrożone i utracone gospodarstw domowych i przedsiębiorstw w Polsce to ponad 50 mld zł – w Hiszpanii to ok. 110 mld euro. Pamiętajmy jednak, że blisko 200 tys. Polaków spłaca więcej niż 10 kredytów, a blisko 2 mln rodaków zaczyna mieć kłopoty ze spłatą swojego zadłużenia. Prawdziwy kryzys dopiero przed nami. Skala przekredytowania gospodarstw domowych zarówno w Hiszpanii, jak i w Polsce jest podobna. Pod względem zadłużania się na bieżącą konsumpcję, czyli kredyty gotówkowe, ratalne, samochodowe to właśnie my, Polacy znacznie przekraczamy europejską średnią wynoszącą 7,5 proc. W Polsce jest to blisko 11 proc, podobnie jak w Hiszpanii. Szaleństwo kredytowe zapuściło mocno korzenie zarówno na hiszpańskiej, jak i na polskiej ziemi. Załamał się i polski, i hiszpański eksport – nasz zanurkował w 2009 r. o ok. 19 proc., hiszpański mniej więcej podobnie. I choć niektórym analitykom wydaje się, że wartość naszych aktywów jest większa niż hiszpańskich, to tzw. wartość CDS-ów, czyli kontraktów zabezpieczających przed bankructwem kraju jest w obu państwach zbliżona. Dla Hiszpanii wynosi ona 168 punktów bazowych, dla Polski ok. 120-140 punktów bazowych.

Nasi mistrzowie bajeru
W obu krajach padła właśnie propozycja podwyższenia wieku emerytalnego z 65 do 67 lat. W Hiszpanii już dziś mówi się o poważnych podwyżkach podatków. Podobnie jak w Polsce podniesiono ceny energii, gazu, żywności czy papierosów. Obu krajom będzie trudno zwiększyć konkurencyjność swojego eksportu w najbliższych latach. Zależy on w dużej mierze od rynku niemieckiego. Jeśli popyt na rynku niemieckim znacząco nie wzrośnie, na co się zanosi, problemy będą się nawarstwiać zwłaszcza dla Polski, gdzie eksport do Niemiec stanowi aż 27 proc. całego eksportu. W obu krajach stosowano w ostatnim czasie na dużą skalę kreatywną księgowość, zamiatanie pod dywan, ukrywanie prawdziwego stanu finansów publicznych, skali deficytu i zadłużenia. W tej dyscyplinie to właśnie my Polacy jesteśmy przy Hiszpanach prawdziwymi mistrzami bajeru. Przekuwanie faktycznych porażek w medialne sukcesy to nasza specjalność. Stała się ona naszym głównym atutem obok skali i tempa zadłużania się. W obu krajach podstawą szybkiego rozwoju gospodarczego od początku 2000 r. był import kapitału, rosnące zadłużanie się oraz boom mieszkaniowy i kredytowy. Według badań profesjonalnej wywiadowni Dun & Bradstreet w Polsce co druga firma pod koniec 2009 r. była w złej lub bardzo złej kondycji finansowej. Liczba upadłości od początku 2010 r. wzrosła aż o 120 proc. W tej kwestii nie ustępujemy Hiszpanii, choć oni toną w kryzysie, a my rzekomo kroczymy od sukcesu do sukcesu gospodarczego. Rozwarstwienie płac jest u nas wyższe niż w Hiszpanii – i u nich, i u nas szybko przybywa bankrutów, bezrobotnych i miliarderów. Kryzys najmocniej uderzył w hiszpańskie budownictwo i rynek mieszkaniowy oraz przemysł motoryzacyjny. Załamanie w budownictwie hiszpańskim wywołało efekt domina w gospodarce. Naszą deweloperkę dopiero czekają ciężkie czasy. Pamiętajmy jednak, że Hiszpanie mają swoją żyłę złota w gospodarce – turystykę, która daje blisko 50 mld USD rocznego dochodu. Niestety źródło to zaczyna ostatnio wysychać. Polska nie jest taką potęgą turystyczną jak Grecja czy Hiszpania, ale również i u nas w tej branży widać niepokojące zjawiska. Ostatnie dni przynoszą prawdziwe ciosy dla madryckiej i warszawskiej giełdy, spada IBEX i WIG. Nie będzie to drobna, przejściowa korekta. Hiszpania zanotowała już wyraźny spadek dochodów podatkowych. Nas to dopiero czeka w latach 2010-2011, wbrew zapowiedziom rządu, że dochody podatkowe będą rosły. Władze hiszpańskie przekonują obywateli, że kryzys minie samoistnie. Nasze władze twierdzą, że kryzys już minął, a nawet w ogóle ominął Polskę.

U nas dobrze, u nich źle
Zarówno Hiszpania, będąca w głębokim kryzysie, jak i Polska, która rzekomo go uniknęła, wyglądają na mocno poobijane, z garbem długów i perspektywą chronicznego deficytu. Oba kraje czeka jeszcze kilka chudych lat i bolesne zaciskanie pasa zwłaszcza w latach 2010-2012. Jak to jest, że choć w Polsce i Hiszpanii wiele wskaźników i zagrożeń jest istotnie zbliżonych, a nawet identycznych, to oni idą na dno w walce z kryzysem, a my odnosimy same sukcesy i kryzys nam niestraszny. Oba państwa mają identyczne problemy z wysokością zadłużenia, deficytem budżetowym, załamaniem eksportu i rosnącym bezrobociem. Podobnie jak to ma to miejsce dziś u nas, hiszpańscy politycy zapewniali do niedawna opinię publiczną, że system gospodarczy, finansowo-bankowy ich kraju jest stabilny. Hiszpański rząd i premier przez długi czas nie chcieli nawet wymawiać słowa „kryzys”. Mówiono tak jak w Polsce o przejściowym spowolnieniu gospodarczym. Nasi mistrzowie bajeru potrafili przekuć nawet słowo „spowolnienie” w słowo „sukces”. Pamiętajmy jednak, że i Polska, i Hiszpania są objęte procedurą nadmiernego deficytu ze strony Komisji Europejskiej (EDB). Z poprzednich kryzysów Hiszpania wychodziła, dewaluując swoją pesetę. Dziś ma upragnione przez nas euro. To powinno być dobrą nauczką dla naszych entuzjastów szybkiego przyjęcia euro.

Polska drugą Irlandią, a może Hiszpanią?
Może się więc okazać, że to nie Grecja czy Hiszpania będą ostatnimi ofiarami globalnej gry spekulacyjnej w kotka i myszkę. Niewykluczone, że do tego grona dołączy także Polska. Dziś Hiszpanii grozi utrata blisko połowy bogactwa, wyprzedaż za bezcen majątku narodowego. Prawdziwe zaś cięcia i oszczędności dopiero ich czekają. Hiszpania podobnie jak Polska długo łudziła się i polegała na popycie wewnętrznym jako sile napędowej wzrostu gospodarczego. To już Hiszpanii nie wystarcza i nie sprawdza się w walce z kryzysem. Nam nadal próbuje się wmawiać, że do pokonania kryzysu wystarczy popyt wewnętrzny, konsumpcja polskich klientów i totalna wyprzedaż resztek majątku narodowego. Polska niestety wyraźnie podąża hiszpańską drogą, tyle że oni mają kryzys, a my podobno permanentny sukces. Oby polski orzeł nie okazał się hiszpańskim kogutem, który zaraził się tą samą ptasią grypą, mimo głośnego popiskiwania o odporności na tę chorobę. Dla uczczenia 200. urodzin Fryderyka Chopina wyprodukowano w Hiszpanii serię ekskluzywnych win, które otrzymały nazwy „Preludium”, „Sonata” i „Scherzo”. Oby nomen omen nie było to prawdziwe preludium tych problemów gospodarczych dla Polski, które dziś przeżywają Hiszpanie.
Autor jest głównym ekonomistą SKOK
Komentarze (4)add comment

Pablo said:

"PKB Hiszpanii zmalało w 2009 r. o 3,6 proc., nasze o 3,3 proc. Spadek był więc podobny" - co za bzdury, podobieństwo jest bardzo zbliżone :) !!!
luty 12, 2010

LJ3 said:

Dodam tylko jako uzupełnienie powyższego tekstu za www.obserwatorfinansowy.pl/201...ie-dlugi/:
„Polscy politycy lubią podkreślać naszą relatywnie bezpieczną sytuację. Wciąż daleko nam do złowieszczych 90 proc. PKB. Ale koszty obsługi 196,8 mld zł, które Polska pożyczy tylko w tym roku na światowych rynkach, nie są już tak bezpieczne. Różnica bazowa między oprocentowaniem niemieckiego a polskiego kredytu pozostaje wysoka, na poziomie 300 pkt.
Hiszpania dla przykładu w 2008 roku miała dług niższy od naszego. Poniżej 40 proc. PKB, w tym roku przekroczy 66 proc., a w 2011 mimo mechanizmów oszczędnościowych, 74 proc. Im dłużej w czasie odkładane są działania oszczędnościowe, tym dłużej trwa stabilizowanie budżetu.
Według agencji ratingowej Fitch, na zimno oceniającej fakty, a nie obietnice reform, polskie zadłużenie może w tym roku przekroczyć pułap 56,6 proc. PKB.”
luty 24, 2010

marcin said:

BOŻE CHROŃ HISZPANIE I KRÓLOWĄ VIVA ESPANIA VIVA REINO DIGO YO AMEN
luty 26, 2010

robol said:

Bardzo głęboka analiza jak również bieżąca obserwacja polskiego rynku potwierdza wyjątkowo szansę na taki scenariusz.Pan Janusz przywołał jedynie fakty,które mają szansę sie spełnić w 99 procentach.Ten 1 procent to czas w jakim to się stanie.Na razie jesteśmy już bankrutami z opóźnionym zapłonem z racji utopijnej polityki ekonomicznej kraju.
marzec 31, 2010

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej