„Kto pod kim dołki kopie” po angielsku… PDF Drukuj Email
Autor Ryszard Czarnecki   
Piątek, 13. 11. 2009 13:17
„Kto pod kim dołki kopie” po angielsku…
Ryszard Czarnecki
eurodeputowany PiS
„Co za dużo to i krowa nie zje” – to stare polskie powiedzenie jest dobrą ilustracją ostatniego oświadczenia liderów wspólnoty żydowskiej w Wielkiej Brytanii, którzy – niespodziewanie dla wielu domorosłych obserwatorów – wzięli w obronę polskiego polityka Michała Kamińskiego oskarżonego o antysemityzm. Brytyjscy Żydzi zareagowali na zarzuty wobec byłego ministra Kancelarii Prezydenta RP, że rzekomo był i jest antysemitą. Eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości został oczyszczony z zarzutów przez grono, które zapewne o antysemityzmie może powiedzieć więcej niż niektórzy polscy dziennikarze i brytyjscy politykierzy. Problem jednak pozostał. Ten problem to granie kartą antysemityzmu w politycznych rozgrywkach. Polski europoseł padł ofiarą brytyjsko-brytyjskiego meczu zapasów politycznych. Idąca na dno, po dwunastu latach rządów, Partia Pracy rozpaczliwie chce zmniejszyć kilkunastoprocentową stratę do Partii Konserwatywnej. A uderzenie w Kamińskiego – pierwszego w historii Polski polityka, który został szefem frakcji w Parlamencie Europejskim – było w gruncie rzeczy atakiem na konserwatystów: to właśnie torysi wraz z PiS-em i czeską, rządzącą partią ODS, są głównymi „akcjonariuszami” grupy politycznej Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Chciano uderzyć w torysów – zamiast kija wzięto Kamińskiego. Dodatkowo Michał Kamiński stał się zakładnikiem w rozgrywce brytyjsko-amerykańskiej. Gdy rządząca Zjednoczonym Królestwem Labour Party zobaczyła, że administracja Obamy już ma ich w nosie i woli rozmawiać z Williamem Hague’m, ministrem spraw zagranicznych w gabinecie cieni torysów, a nie z brytyjską lewicą, zaczęła szantażować Hillary Clinton, że spotyka się ona z politycznym kolegą polskiego (rzekomego) antysemity. Ten manewr szefa brytyjskiego MSZ Davida Milibanda spalił jednak na panewce i nawet wręcz osłabił jego szanse na stanowisko „ministra spraw zagranicznych UE”. Sam zaś Miliband powinien o Polsce i polskich politykach mówić ostrożniej, ma bowiem trupa w rodzinnej szafie: jego dziadek był żołnierzem Armii Czerwonej, która w 1920 roku usiłowała ukraść Polakom niepodległość…
Czasem robienie na siłę z Polaków antysemitów nie opłaca się, Dear Mr Miliband.
„Co za dużo to i krowa nie zje” – to stare polskie powiedzenie jest dobrą ilustracją ostatniego oświadczenia liderów wspólnoty żydowskiej w Wielkiej Brytanii, którzy – niespodziewanie dla wielu domorosłych obserwatorów – wzięli w obronę polskiego polityka Michała Kamińskiego oskarżonego o antysemityzm.
Brytyjscy Żydzi zareagowali na zarzuty wobec byłego ministra Kancelarii Prezydenta RP, że rzekomo był i jest antysemitą. Eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości został oczyszczony z zarzutów przez grono, które zapewne o antysemityzmie może powiedzieć więcej niż niektórzy polscy dziennikarze i brytyjscy politykierzy. Problem jednak pozostał. Ten problem to granie kartą antysemityzmu w politycznych rozgrywkach. Polski europoseł padł ofiarą brytyjsko-brytyjskiego meczu zapasów politycznych. Idąca na dno, po dwunastu latach rządów, Partia Pracy rozpaczliwie chce zmniejszyć kilkunastoprocentową stratę do Partii Konserwatywnej. A uderzenie w Kamińskiego – pierwszego w historii Polski polityka, który został szefem frakcji w Parlamencie Europejskim – było w gruncie rzeczy atakiem na konserwatystów: to właśnie torysi wraz z PiS-em i czeską, rządzącą partią ODS, są głównymi „akcjonariuszami” grupy politycznej Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Chciano uderzyć w torysów – zamiast kija wzięto Kamińskiego. Dodatkowo Michał Kamiński stał się zakładnikiem w rozgrywce brytyjsko-amerykańskiej. Gdy rządząca Zjednoczonym Królestwem Labour Party zobaczyła, że administracja Obamy już ma ich w nosie i woli rozmawiać z Williamem Hague’m, ministrem spraw zagranicznych w gabinecie cieni torysów, a nie z brytyjską lewicą, zaczęła szantażować Hillary Clinton, że spotyka się ona z politycznym kolegą polskiego (rzekomego) antysemity. Ten manewr szefa brytyjskiego MSZ Davida Milibanda spalił jednak na panewce i nawet wręcz osłabił jego szanse na stanowisko „ministra spraw zagranicznych UE”. Sam zaś Miliband powinien o Polsce i polskich politykach mówić ostrożniej, ma bowiem trupa w rodzinnej szafie: jego dziadek był żołnierzem Armii Czerwonej, która w 1920 roku usiłowała ukraść Polakom niepodległość…
Czasem robienie na siłę z Polaków antysemitów nie opłaca się, Dear Mr Miliband.
Autor jest eurodeputowany PiS
Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej