Najpierw obcinamy, a potem liczymy PDF Drukuj Email
Autor prof. dr hab. E. Mączyńska   
Piątek, 27. 11. 2009 16:22
Najpierw obcinamy, a potem liczymy
Niewątpliwą słabością rządu jest niekonsekwencja, jeśli chodzi o działania w zakresie finansów publicznych – wiele tutaj nerwowości i akcji typu – ścinać wydatki budżetowe.
prof. dr hab. E. Mączyńska – Niemalże żadnego rządu nie można ocenić jednoznacznie pozytywnie ani negatywnie.
Co do pozytywnych kwestii, to niewątpliwym sukcesem rządu jest fakt, że Polska nie popadła w recesję i to mimo ogólnoświatowego kryzysu. Mamy co prawda do czynienia ze znacznym spowolnieniem gospodarczym, ale ciągle jednak nasze PKB – produkt krajowy brutto, czyli poziom krajowego bogactwa, rośnie – jest większe o ponad 1 proc. w porównaniu z poziomem w minionym roku. Zatem bogacimy się, a nie biedniejemy. Co prawda, w poprzednich latach wzrost ten wynosił 5-6 proc – zatem jest to znaczne spowolnienie, ale jednak uniknęliśmy recesji, czego nie udało się osiągnąć wielu innym krajom, w tym wyżej rozwiniętym. Uważam, że to dobrze świadczy o polskiej gospodarce oraz pośrednio o rządzie, choć sukces ten nie jest wyłącznie wynikiem jego działań. Otrzymujemy bowiem także zastrzyki funduszy z UE, mamy w perspektywie EURO 2012, co wymusza inwestowanie. Każda zaś inwestycja w budownictwie daje mnożnik inwestycyjny (szacowany na około dziesięciokrotność). Owocuje to ożywieniem także w innych dziedzinach gospodarki, a tym samym wzrostem gospodarczym. A wzrost gospodarczy przekłada się na pozytywną ocenę rządu.
Zabrakło współpracy
Jedną z najbardziej negatywnych cech tego rządu jest to, że w ramach jego działań nie udało się doprowadzić do konstruktywnej współpracy między różnymi jednostkami, instytucjami, które są odpowiedzialne za stan naszego państwa oraz gospodarki. Te wieczne spory między kancelarią prezydenta o krzesło, samolot itp. są dość kompromitujące. Ze strony rządu zabrakło dostatecznej motywacji i determinacji, by doprowadzić do konstruktywnej współpracy między Narodowym Bankiem Polski, prezydentem i rządem. Zabrakło też dostatecznie konstruktywnej współpracy między NBP, Ministerstwem Finansów i KNF, co dziwi tym bardziej, że mamy do czynienia ze zjawiskami kryzysowymi. Solidarna współpraca ukierunkowana na przeciwdziałanie jest w takiej sytuacji nie do przecenienia, tym bardziej, że zgoda buduje a niezgoda rujnuje, tworząc bariery rozwojowe. Niewątpliwą słabością jest też niekonsekwencja, jeśli chodzi o działania w zakresie finansów publicznych – wiele tutaj nerwowości i akcji typu – ścinać wydatki budżetowe. Pośpiech i niepodporządkowanie tego typu działań długofalowym celom i racjonalizacji sprawiają, że jest w tym dużo przypadkowości. Nie każda oszczędność w budżecie jest przecież pozytywna.
Trzy grupy wydatków
Przy podejmowaniu zabiegów przeciwdziałających deficytowi finansów publicznych zabrakło analizy uwzględniającej trzy grupy wydatków. Pierwszą z nich stanowią wydatki, które z punktu widzenia i teraźniejszości, i przyszłości nie rokują pozytywnych efektów (np. odziedziczone z przeszłości sztywne wydatki, chociażby takie jak wynikające z nieuzasadnionego uprzywilejowania niektórych grup społecznych, marnotrawstwo związane z regulacjami dotyczącymi KRUS i in.). Zasady funkcjonowania KRUS tworzą okazje do manipulacji, np. właściciele niewielkich obszarowo gruntów chociaż mają inne źródła dochodów, przenoszą się do KRUS, w którym stawki ubezpieczeniowe są niższe. To prowadzi do nieprawidłowości i zjawiska pasożytnictwa. Druga grupa, którą należałoby wziąć pod uwagę, to wydatki przeznaczone na szeroko rozumiane funkcjonowanie państwa i jego instytucji. Służą one m.in. zapewnieniu należytego bezpieczeństwa obywateli, należytego funkcjonowania i egzekwowania prawa. Trzeba inwestować w te dziedziny, by państwo mogło sprawnie i efektywnie funkcjonować, ale wydatki na te cele nie powinny jednak rosnąć w tempie wyższym niż wpływy podatkowe – powinny być zatem skorelowane z wpływami do budżetu państwa i podporządkowane określonej regule wydatkowej. Ostatnia grupa to wydatki na szeroko rozumiany rozwój, w tym m.in. na edukację i badania naukowe. Są to wydatki, które powinny być inaczej traktowane niż poprzednie, ponieważ mają charakter proinnowacyjny, prowzrostowy – jeśli rosną, to w przyszłości mogą przyczynić się do postępu, ożywienia gospodarki i wpływów budżetowych z tego tytułu. Tego typu wydatki, w odróżnieniu od wydatków z pierwszej i po części z drugiej grupy nie tylko nie zagrażają powiększaniem w przyszłości deficytu, a przeciwnie tworzą przesłanki jego optymalizacji. Optymalizacja deficytu jest zaś niezbędnym warunkiem racjonalizacji gospodarki, albowiem deficyt wymaga sfinansowania, które dokonuje się poprzez zadłużanie się państwa u jego obywateli i z innych źródeł. Jeśli będziemy inwestować w edukację, dokształcanie się, to nawet gdy zadłużymy się na te cele, w przyszłości dzięki zdobytym kwalifikacjom, będziemy lepiej poruszać się na rynku, łatwiej zdobędziemy źródła dochodów, lepszą pracę i dzięki temu nie tylko spłacimy długi, ale będziemy mieli szansę na dalszy rozwój.
Optymalizacja budżetu
Szkoda, że dla potrzeb rządu nie jest przeprowadzana szczegółowa analiza struktury wydatków budżetowych oraz że nie jest w należytym stopniu stosowane podejście różnicujące te trzy rodzaje wydatków. Niezbędne jest bowiem ograniczanie wydatków z pierwszej grupy; dbałość o to, żeby wydatki z drugiej grupy, tj. te na utrzymanie państwa nie przekraczały wpływów. Wydatki z trzeciej grupy nie powinny być redukowane, lecz przeciwnie należałoby dążyć do ich zwiększania, bo to daje impulsy prorozwojowe.
W sejmowych debatach budżetowych podchodzi się do wydatków budżetowych dość mechanicznie i niedostatecznie refleksyjnie, bez należycie starannej analizy ich efektywności. Przypomina to dowcip z minionych czasów rozdzielnictwa i planowania centralnego, kiedy to zajączek ucieka sprzed Gmachu Komisji Planowania: biegnie przez czerwone światło, zatrzymuje go funkcjonariusz ruchu drogowego i pyta: „Dlaczego gnasz na czerwonym świetle? Naruszasz przepisy, kara”. Na to zajączek: „Uciekam, bo w Komisji Planowania ucinają trzecie ucho”. Funkcjonariusz na to: „Ale Ty zajączku masz przecież tylko dwoje uszu”. Na to zajączek: „Ale oni najpierw ucinają, a potem liczą”. Odnoszę niekiedy wrażenie, że redukcja wydatków budżetowych też trochę tak wygląda – najpierw się je obcina, a potem liczy. I to mam za złe rządowi.
Autorka jest prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, nauczycielem akademickim SGH
Niewątpliwą słabością rządu jest niekonsekwencja, jeśli chodzi o działania w zakresie finansów publicznych – wiele tutaj nerwowości i akcji typu – ścinać wydatki budżetowe.
Niemalże żadnego rządu nie można ocenić jednoznacznie pozytywnie ani negatywnie.
Co do pozytywnych kwestii, to niewątpliwym sukcesem rządu jest fakt, że Polska nie popadła w recesję i to mimo ogólnoświatowego kryzysu. Mamy co prawda do czynienia ze znacznym spowolnieniem gospodarczym, ale ciągle jednak nasze PKB – produkt krajowy brutto, czyli poziom krajowego bogactwa, rośnie – jest większe o ponad 1 proc. w porównaniu z poziomem w minionym roku. Zatem bogacimy się, a nie biedniejemy. Co prawda, w poprzednich latach wzrost ten wynosił 5-6 proc – zatem jest to znaczne spowolnienie, ale jednak uniknęliśmy recesji, czego nie udało się osiągnąć wielu innym krajom, w tym wyżej rozwiniętym. Uważam, że to dobrze świadczy o polskiej gospodarce oraz pośrednio o rządzie, choć sukces ten nie jest wyłącznie wynikiem jego działań. Otrzymujemy bowiem także zastrzyki funduszy z UE, mamy w perspektywie EURO 2012, co wymusza inwestowanie. Każda zaś inwestycja w budownictwie daje mnożnik inwestycyjny (szacowany na około dziesięciokrotność). Owocuje to ożywieniem także w innych dziedzinach gospodarki, a tym samym wzrostem gospodarczym. A wzrost gospodarczy przekłada się na pozytywną ocenę rządu.
Zabrakło współpracy
Jedną z najbardziej negatywnych cech tego rządu jest to, że w ramach jego działań nie udało się doprowadzić do konstruktywnej współpracy między różnymi jednostkami, instytucjami, które są odpowiedzialne za stan naszego państwa oraz gospodarki. Te wieczne spory między kancelarią prezydenta o krzesło, samolot itp. są dość kompromitujące. Ze strony rządu zabrakło dostatecznej motywacji i determinacji, by doprowadzić do konstruktywnej współpracy między Narodowym Bankiem Polski, prezydentem i rządem. Zabrakło też dostatecznie konstruktywnej współpracy między NBP, Ministerstwem Finansów i KNF, co dziwi tym bardziej, że mamy do czynienia ze zjawiskami kryzysowymi. Solidarna współpraca ukierunkowana na przeciwdziałanie jest w takiej sytuacji nie do przecenienia, tym bardziej, że zgoda buduje a niezgoda rujnuje, tworząc bariery rozwojowe. Niewątpliwą słabością jest też niekonsekwencja, jeśli chodzi o działania w zakresie finansów publicznych – wiele tutaj nerwowości i akcji typu – ścinać wydatki budżetowe. Pośpiech i niepodporządkowanie tego typu działań długofalowym celom i racjonalizacji sprawiają, że jest w tym dużo przypadkowości. Nie każda oszczędność w budżecie jest przecież pozytywna.
Trzy grupy wydatków
Przy podejmowaniu zabiegów przeciwdziałających deficytowi finansów publicznych zabrakło analizy uwzględniającej trzy grupy wydatków. Pierwszą z nich stanowią wydatki, które z punktu widzenia i teraźniejszości, i przyszłości nie rokują pozytywnych efektów (np. odziedziczone z przeszłości sztywne wydatki, chociażby takie jak wynikające z nieuzasadnionego uprzywilejowania niektórych grup społecznych, marnotrawstwo związane z regulacjami dotyczącymi KRUS i in.). Zasady funkcjonowania KRUS tworzą okazje do manipulacji, np. właściciele niewielkich obszarowo gruntów chociaż mają inne źródła dochodów, przenoszą się do KRUS, w którym stawki ubezpieczeniowe są niższe. To prowadzi do nieprawidłowości i zjawiska pasożytnictwa. Druga grupa, którą należałoby wziąć pod uwagę, to wydatki przeznaczone na szeroko rozumiane funkcjonowanie państwa i jego instytucji. Służą one m.in. zapewnieniu należytego bezpieczeństwa obywateli, należytego funkcjonowania i egzekwowania prawa. Trzeba inwestować w te dziedziny, by państwo mogło sprawnie i efektywnie funkcjonować, ale wydatki na te cele nie powinny jednak rosnąć w tempie wyższym niż wpływy podatkowe – powinny być zatem skorelowane z wpływami do budżetu państwa i podporządkowane określonej regule wydatkowej. Ostatnia grupa to wydatki na szeroko rozumiany rozwój, w tym m.in. na edukację i badania naukowe. Są to wydatki, które powinny być inaczej traktowane niż poprzednie, ponieważ mają charakter proinnowacyjny, prowzrostowy – jeśli rosną, to w przyszłości mogą przyczynić się do postępu, ożywienia gospodarki i wpływów budżetowych z tego tytułu. Tego typu wydatki, w odróżnieniu od wydatków z pierwszej i po części z drugiej grupy nie tylko nie zagrażają powiększaniem w przyszłości deficytu, a przeciwnie tworzą przesłanki jego optymalizacji. Optymalizacja deficytu jest zaś niezbędnym warunkiem racjonalizacji gospodarki, albowiem deficyt wymaga sfinansowania, które dokonuje się poprzez zadłużanie się państwa u jego obywateli i z innych źródeł. Jeśli będziemy inwestować w edukację, dokształcanie się, to nawet gdy zadłużymy się na te cele, w przyszłości dzięki zdobytym kwalifikacjom, będziemy lepiej poruszać się na rynku, łatwiej zdobędziemy źródła dochodów, lepszą pracę i dzięki temu nie tylko spłacimy długi, ale będziemy mieli szansę na dalszy rozwój.
Optymalizacja budżetu
Szkoda, że dla potrzeb rządu nie jest przeprowadzana szczegółowa analiza struktury wydatków budżetowych oraz że nie jest w należytym stopniu stosowane podejście różnicujące te trzy rodzaje wydatków. Niezbędne jest bowiem ograniczanie wydatków z pierwszej grupy; dbałość o to, żeby wydatki z drugiej grupy, tj. te na utrzymanie państwa nie przekraczały wpływów. Wydatki z trzeciej grupy nie powinny być redukowane, lecz przeciwnie należałoby dążyć do ich zwiększania, bo to daje impulsy prorozwojowe.
W sejmowych debatach budżetowych podchodzi się do wydatków budżetowych dość mechanicznie i niedostatecznie refleksyjnie, bez należycie starannej analizy ich efektywności. Przypomina to dowcip z minionych czasów rozdzielnictwa i planowania centralnego, kiedy to zajączek ucieka sprzed Gmachu Komisji Planowania: biegnie przez czerwone światło, zatrzymuje go funkcjonariusz ruchu drogowego i pyta: „Dlaczego gnasz na czerwonym świetle? Naruszasz przepisy, kara”. Na to zajączek: „Uciekam, bo w Komisji Planowania ucinają trzecie ucho”. Funkcjonariusz na to: „Ale Ty zajączku masz przecież tylko dwoje uszu”. Na to zajączek: „Ale oni najpierw ucinają, a potem liczą”. Odnoszę niekiedy wrażenie, że redukcja wydatków budżetowych też trochę tak wygląda – najpierw się je obcina, a potem liczy. I to mam za złe rządowi.
Autorka jest prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, nauczycielem akademickim SGH
Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej