Tydzień w gospodarce okiem ekspertów PKPP Lewiatan PDF Drukuj Email
Analizy
Autor dr Jacek Adamski   
Piątek, 02. 07. 2010 12:46
Deficyt budżetowy pod kontrolą
Deficyt budżetu państwa na koniec maja wyniósł 32,14 mld zł, co stanowiło 61,6 proc. planu na bieżący rok zapisanego w ustawie budżetowej – podało Ministerstwo Finansów. – Niepokoi, że o 62 proc. wzrosły w pierwszych pięciu miesiącach 2010 r. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – ocenia dr Jacek Adamski, dyrektor departamentu ekonomicznego PKPP Lewiatan.

„Nie grozi nam wielka dziura w finansach, chociaż sytuacja budżetu jest gorsza niż po kwietniu. Dochody są nieco niższe niż planowano. Dobrze, że mniejsze niż zakładano w harmonogramie są też wydatki kasy państwa. W maju przyśpieszyły przychody z podatków pośrednich, głównie VAT. W porównaniu z ub. r. wzrost wyniósł aż 6,1 proc., w kwietniu było to tylko 3,5 proc. Może to oznaczać ożywienie konsumpcji i coraz większe zakupy gospodarstw domowych. Cieszy fakt, że wydatki na obsługę długu krajowego i zagranicznego utrzymują się na tym samym poziomie, co przed rokiem.
Martwić muszą natomiast dochody z podatku dochodowego od osób prawnych, ponieważ są aż o jedną czwartą niższe niż przed rokiem. To świadczy, że przedsiębiorstwa nadal odczuwają skutki kryzysu gospodarczego. Dodajmy, że dochody z podatku PIT także są niższe o 9 proc. w porównaniu w ub. r. Drastycznie z kolei wzrosły dopłaty do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Stanowią one już 16,5 proc. wydatków budżetowych. Rok temu było to tylko 10,2 proc” – dodaje Jacek Adamski.



Ceny rosną wolniej
Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w maju br. w porównaniu z ubiegłym rokiem wyniósł 2,2 proc., wobec 2,4 proc. w kwietniu, podał Główny Urząd Statystyczny. Największy wpływ na inflację miały wydatki na żywność i transport. – Powódź i osłabienie złotego nie zahamowały spadku cen w maju – ocenia dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

– Gdyby nie skutki powodzi oraz osłabienie naszej waluty dynamika wzrostu cen byłaby jeszcze niższa. Woda zalała uprawy warzyw i owoców, co automatycznie przełożyło się na wysokie ceny nowalijek. Z kolei silne osłabienie złotego w końcu kwietnia i w maju spowodowało wzrost cen towarów importowanych, w tym przede wszystkim cen paliw na stacjach benzynowych, które poszybowały w górę aż o 2,4 proc. w stosunku do kwietnia 2010 r. To właśnie wzrost cen żywności i transportu w ponad 33 proc. wpływa na wysokość wskaźnika inflacji. Wzrost cen utrzymuje się drugi miesiąc z rzędu, nieznacznie poniżej celu inflacyjnego banku centralnego. Rada Polityki Pieniężnej nie ma zatem przesłanek do zmiany stóp procentowych.
W czerwcu możemy spodziewać się dalszego spadku inflacji do 2 proc. Tempo obniżania cen mogłoby być większe, gdyby nie drożejąca – wskutek zniszczeń powodziowych – żywność. W czerwcu raczej nie spodziewam się znaczącego osłabienia złotego – dodaje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Kredyty płyną wolno, inwestycje nie ruszą
W maju br. depozyty gospodarstw domowych w porównaniu z poprzednim miesiącem powiększyły się o 0,9 proc., za to przedsiębiorstw wzrosły aż o 4 proc. Nadal bardzo wolno rośnie wartość kredytów. Firmy zwiększyły zadłużenie w maju o 1,4 proc., ale było ono nadal o 0,6 proc. niższe niż w końcu ub. r – podał NBP. – Te dane nie wróżą ożywienia w inwestycjach i sprzedaży firm – ocenia Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan

– Dane NBP wskazują, że w II kwartale 2010 r. inwestycje firm nie wzrosły – przedsiębiorstwa nie są bowiem skore do zaciągania kredytów. Co prawda ich zadłużenie w maju zwiększyło się, ale w niewielkim stopniu i nie gwarantuje rozruszania inwestycji. Tym bardziej, że znacząco urosły depozyty firm. Przedsiębiorstwa akumulują środki finansowe i nie myślą na razie o większych wydatkach. Po II kwartałach br. możemy się spodziewać dalszej stabilizacji ich finansów, tzn. wzrostu płynności nawet do 40 proc., a także tylko niewielkiego wzrostu sprzedaży. Zwłaszcza, że popyt konsumpcyjny może być niższy, ponieważ rośnie skłonność do oszczędzania gospodarstw domowych. Ważne jest, jak zostaną zagospodarowane oszczędności przedsiębiorstw. Myślę, że dowiemy się tego już w III kwartale 2010 r., gdy wypłacane będą dywidendy akcjonariuszom i udziałowcom w spółkach – komentuje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Bezrobocie spadło, żeby wzrosnąć
Według danych GUS, stopa bezrobocia wyniosła na koniec maja br. 11,9 proc. Oznacza to spadek w stosunku do kwietnia o 0,4 pkt proc. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej na początku czerwca szacowało, że wyniesie ono 12 proc. – Takiej poprawy na rynku pracy oczekiwaliśmy – komentuje dr Jacek Adamski, dyrektor Departamentu Ekonomicznego PKPP Lewiatan. Nadal jednak stopa bezrobocia jest wyraźnie wyższa niż w maju ub. r., gdy wyniosła 10,7 proc.

– Pamiętajmy jednak, że w okresie od stycznia do maja br. spadek stopy bezrobocia wyniósł zaledwie 0,8 proc. i był najniższy w ostatnich ośmiu latach, z wyjątkiem 2009 r., gdy ten wskaźnik nawet wzrósł. To świadczy o tym, że wiele polskich firm jeszcze nie odczuwa przyśpieszenia naszej gospodarki. Na razie PKB rośnie za wolno, żeby stopa bezrobocia zmniejszała się w sposób trwały. Dlatego, po kilku miesiącach spadku, możliwy jest jej ponowny wzrost. Dopóki bowiem nie będziemy się rozwijali przynajmniej w tempie 3-4 proc. rocznie, znaczące obniżenie stopy bezrobocia będzie niemożliwe.
Wydaje się, że czynniki jednorazowe, przede wszystkim powódź, nie miały dotąd większego wpływu na poziom bezrobocia. Być może pewien udział w jego obniżeniu w czerwcu czy w miesiącach wakacyjnych będą miały prace interwencyjne związane z walką ze skutkami powodzi. – dodaje Jacek Adamski.


Sprzedaż detaliczna coraz wyższa
Sprzedaż detaliczna była w maju br. o 4,3 proc. wyższa niż przed rokiem. Wzrosła też o 3,1 proc. w porównaniu do kwietnia – podał Główny Urząd Statystyczny.
– Gospodarstwa domowe dobrze oceniają swoją sytuację finansową, dlatego nie boją się robić większych zakupów, szczególnie dóbr trwałego użytku – ocenia dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

– W maju sprzedaż detaliczna przyśpieszyła. Gospodarstwa domowe kupują coraz więcej mebli, sprzętu RTV, AGD, farmaceutyków, kosmetyków i samochodów. Sprzedaż mebli wzrosła aż o 24,6 proc., a aut o 6,9 proc. Ludzie optymistycznie spoglądają w przyszłość i są przekonani, że ich budżety domowe pozwolą na zwiększone wydatki. Tym bardziej, że poprawia się także sytuacja na rynku pracy. Rośnie zatrudnienie i realne wynagrodzenia. Pierwsza połowa roku była nietypowa. W marcu mieliśmy do czynienia z silnymi wzrostami sprzedaży detalicznej, w kwietniu przyszło załamanie, a w maju nastąpił znowu silny wzrost – byłby on jeszcze wyższy, gdyby nie powódź.
Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach sprzedaż nadal będzie rosła, i to mimo że przed rokiem w lipcu i sierpniu jej dynamika była bardzo wysoka. W miesiącach letnich rodziny, które ucierpiały wskutek powodzi, będą musiały część pieniędzy przeznaczyć na zakup zniszczonych telewizorów, lodówek czy sprzętu AGD.
Dane o sprzedaży detalicznej potwierdzają, że gospodarka znajduje się w trendzie wzrostowym, chociaż nie jest on jeszcze bardzo silny, przede wszystkim z powodu niestabilnego otoczenia zewnętrznego czy niepokojów na światowych rynkach finansowych. Konsumpcja wewnętrzna będzie miała decydujący wpływ na wzrost gospodarczy, który w tym roku może osiągnąć nawet 3,5 proc. – dodaje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.


Dyrektywa o emisjach przemysłowych łagodniejsza dla polskich firm
Parlament Europejski prawdopodobnie zgodzi się częściowo na ulgowe traktowanie polskich firm, dzięki czemu nasz przemysł i energetyka nie będą musiały drastycznie zmniejszyć emisji gazów i pyłów, co mogło kosztować przedsiębiorstwa nawet 50 mld zł. – Udało się nieco złagodzić niektóre niekorzystne dla nas zapisy dyrektywy o emisjach przemysłowych– ocenia Daria Kulczycka, dyrektor Departamentu Energii i Zmian Klimatu PKPP Lewiatan.

Dyrektywa o emisjach przemysłowych, nad którą wkrótce będzie głosował Parlament Europejski, zakłada konieczność zmniejszenia emisji pyłów i gazów od 2016 r. średnio o połowę. Gdyby została przegłosowana w pierwotnej wersji, nasz przemysł i energetyka byłyby zmuszone, w wielu przypadkach do szybkiego zamykania przestarzałych zakładów. Redukcja emisji przemysłowych mogłaby kosztować nawet 50 mld zł. Na szczęście, kilka spraw udało się załatwić po myśli naszych negocjatorów. Przede wszystkim, wprowadzono do 2023 r. okres przejściowy dla ciepłownictwa. Nasze lokalne ciepłownie będą więc miały więcej czasu na dostosowanie się do nowych przepisów. W innym przypadku groziło im szybkie zamknięcie.
W dyrektywie znajdzie się również tzw. rozwiązanie opt-out dla elektrowni. Instalacje energetyczne, które są przeznaczone do zamknięcia, będą mogły pracować do 2023 r., choć nie więcej niż 17,5 tys. godzin, bez konieczności instalowania urządzeń ograniczających emisję. Gdyby ten zapis się nie pojawił, właściciele elektrowni stanęliby przed dylematem: zamknąć instalację lub ponieść ekonomicznie nieuzasadnione koszty urządzeń, które i tak byłyby wkrótce zdemontowane. Ponieważ problem dotyczy wielu polskich (ale także brytyjskich) elektrowni, to decyzja o ich zamknięciu oznaczałaby braki w dostawie prądu.
– Wprowadzono także okres przejściowy do czerwca 2020 r. dla dużych instalacji spalania. Zgodzono się na krajowe plany dostosowawcze do nowych wymogów emisji przemysłowych. Państwa członkowskie mają je przedstawić Komisji Europejskiej do 2013 r. Zobowiążą one operatorów instalacji do otrzymania od krajowego administratora zezwoleń emisji ustalonych w oparciu o najlepsze dostępne techniki. Decyzje pozostawiono więc państwom członkowskim Wspólnoty. Ważne, że limity emisji mogą być zgodne z najlepszymi krajowymi, a nie unijnymi standardami. Elastyczność decyzji krajowych została jednak ograniczona do przypadków, gdy koszt implementacji najlepszej dostępnej technologii w danej, specyficznej instalacji mógłby być nieproporcjonalny do spodziewanych korzyści środowiskowych – dodaje Daria Kulczycka.
Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej