Bilans gospodarki za 2009 r. i co z niego wynika PDF Drukuj Email
Analizy
Autor prof. Zbigniew Matkowski   
Piątek, 12. 03. 2010 10:05
Nie trzeba przypominać pamiętnej konferencji prasowej Premiera, na której ogłoszone zostały wstępne dane o wzroście PKB w 2009 r. Z danych tych wynika, że w 2009 r. Polska – jako jedyny kraj w Unii Europejskiej – osiągnęła wzrost realnego PKB, i to o 1,7 proc. Polska została przedstawiona jako jedyna „zielona wyspa” na mapie Europy, którą ominął kryzys. Takie wrażenie wywoływała w każdym razie owa sugestywna mapa. Wzrost PKB w tym samym czasie, kiedy wszystkie pozostałe kraje Unii pogrążone były w recesji, to bez wątpienia sukces. Nie pomniejsza go pominięty i mniej istotny dla nas fakt, że według wstępnych danych Eurostatu wzrost PKB w 2009 r. odnotowała również Albania. Ale czy można z tego wyciągnąć wniosek, że gospodarka polska przeszła „suchą nogą” przez grzęzawisko powstałe w wyniku globalnego kryzysu?

„Zielona wyspa”
Taki wniosek byłby oczywiście przedwczesny i z gruntu fałszywy. Po pierwsze, zahamowanie wzrostu gospodarczego z 6,8 proc. w 2007 r. i 5,0 proc. w 2008 r. do 1,7 proc. w 2009 r. to zmiana porównywalna ze spadkiem dynamiki PKB w takich krajach jak Francja, Norwegia i Szwajcaria, a nawet Portugalia. Oczywiście, lepiej być nad kreską niż pod kreską. Ale skutki kryzysu są widoczne na każdym kroku i odczuwalne w naszych kieszeniach. Znalazły również wyraz w pogorszeniu wszystkich głównych wskaźników określających ogólną kondycję gospodarki – takich jak produkcja przemysłowa i budowlana, obroty handlu wewnętrznego i handlu zagranicznego, wielkość zatrudnienia i bezrobocia, dynamika płac itp. Po drugie, analiza składników popytu określających dynamikę PKB pokazuje, że wzrost odnotowany w 2009 r. jest efektem pewnej szczególnej sytuacji zaistniałej w handlu zagranicznym, która raczej się nie powtórzy (i oby się nie powtórzyła). Po trzecie, przegląd aktualnej sytuacji w głównych sektorach gospodarki i na różnych jej odcinkach wykazuje, że pewne przejawy poprawy koniunktury, które pojawiły się pod koniec 2009 r. i na początku 2010 r., nie dają jeszcze pewności, że depresyjne tendencje w gospodarce uległy ostatecznemu odwróceniu.
Pozytywnym zjawiskiem jest niewątpliwie fakt, że spadkowa tendencja w dynamice wzrostu gospodarczego, trwająca od początku 2008 r., uległa odwróceniu. W IV kw. 2009 r. tempo wzrostu PKB z poprawką sezonową, mierzone w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku, wyniosło 2,8 proc. Nadal nie ma jednak pewności, czy jest to zmiana trwała i czy w 2010 r. można liczyć na przyspieszenie wzrostu.
Co ciekawe, po dołączeniu nowych danych za IV kw. 2009 r. GUS dokonał ponownej estymacji szeregu czasowego dynamiki PKB w ujęciu kwartalnym, a w rezultacie zostały zmienione również dane o wzroście PKB w poprzednich kwartałach. Podawane wcześniej kwartalne tempa wzrostu w skali rocznej zostały podniesione. Na przykład, tempo wzrostu w III kw. mierzone w skali rocznej, które według wcześniejszych danych wynosiło 1,0 proc., „wzrosło” do 1,3 proc. Odpowiednio skorygowane zostały również tempa wzrostu liczone z kwartału na kwartał. Po tym swoistym wyrównaniu sezonowym „w górę” wszystko się teraz zgadza – średnie roczne tempo wzrostu PKB liczone z danych kwartalnych odpowiada dokładnie podanemu wcześniej wstępnemu szacunkowi wzrostu PKB w skali rocznej: +1,7 proc. Można tylko pogratulować takiej dokładności.

Wzrost produkcji bez wzrostu popytu
Już wcześniej (GF, 8 stycznia 2010 r.), analizując dane o kształtowaniu się składników popytu finalnego określających dynamikę PKB w trzech pierwszych kwartałach 2009 r., zwracałem uwagę na to, że wzrost PKB odnotowany w 2009 r. ma bardzo kruche i nietrwałe podstawy. Nowe dane o wzroście PKB w IV kw. 2009 r. nie zmieniają słuszności tego wniosku. Ogólna wielkość popytu krajowego, mierzona w stałych cenach, przez cały ubiegły rok była niższa od poziomu notowanego rok wcześniej. W skali rocznej wolumen popytu krajowego obniżył się łącznie o 0,9 proc. Główną tego przyczyną był spadek akumulacji – zarówno inwestycji w środkach trwałych, jak i zwłaszcza zapasów. Konsumpcja prywatna i publiczna wykazała pewien wzrost, co podtrzymało wzrost produkcji. Jednak wobec spadku ogólnego poziomu popytu krajowego, jedynym czynnikiem, który umożliwił wzrost PKB w 2009 r., była poprawa salda handlu zagranicznego.
Określenie „poprawa salda handlu zagranicznego” ma wydźwięk pozytywny i kojarzy się zwykle z szybkim wzrostem eksportu. W tym przypadku było całkiem inaczej. Wolumen eksportu niepokojąco spadał, ale import kurczył się jeszcze mocniej. Wartość eksportu wyrażona w euro zmniejszyła się w 2009 r. o 17 proc., a wartość importu zmalała o 26 proc.
Tak więc jedynym czynnikiem, który uchronił nas przed recesją w 2009 r., była ogromna redukcja importu, związana ze spadkiem krajowej produkcji i popytu. Ale redukcja importu ma swoje granice i nie może być drogą do trwałego wzrostu produkcji. Poprawa salda obrotów zagranicznych uzyskana na skutek szybszego spadku importu niż eksportu była oczywiście nietrwała, o czym świadczą już dane z IV kw. 2009 r., kiedy to import zaczął ponownie wzrastać szybciej niż eksport. Przestał zatem działać czynnik, który uchronił nas przed spadkiem PKB w 2009 r. Zjawisko, które wystąpiło w polskiej gospodarce w 2009 r., to rzadki przypadek wzrostu produkcji bez wzrostu popytu. Jest to zjawisko równie rzadkie i unikalne jak zaćmienie słońca widoczne na naszej półkuli. Niestety – czy raczej na szczęście – jest to zjawisko krótkotrwałe, którego dłuższe występowanie groziłoby katastrofą. Zatem, aby utrzymać i przyspieszyć wzrost gospodarczy, musimy szukać innych, trwałych źródeł.
Jak już pisałem w poprzedniej mojej analizie, dalszy wzrost konsumpcji zależy od wzrostu dochodów, a ten z kolei zależy od wzrostu PKB. Przy obecnym stanie finansów publicznych i rządowym programie ograniczającym wzrost wydatków budżetowych nie można liczyć też na znaczne zwiększenie wolumenu wydatków państwa. W tej sytuacji dla podtrzymania i przyspieszenia wzrostu gospodarczego niezbędny jest silny impuls w postaci wzrostu inwestycji oraz wzrostu eksportu. To zaś zależy przede wszystkim od dalszego rozwoju koniunktury w Europie Zachodniej, tzn. w krajach będących głównymi odbiorcami naszego eksportu i głównymi źródłami dopływu zagranicznych inwestycji. W drugiej połowie 2009 r. nastąpiło odwrócenie spadkowej tendencji eksportu. W IV kw. 2009 r. wolumen eksportu po raz pierwszy przekroczył niski poziom notowany przed rokiem. Wzrostowi eksportu towarzyszył jednak wzrost importu w podobnej skali, a saldo obrotów zagranicznych liczone w złotówkach nawet nieco się pogorszyło. Ponieważ import, po kolosalnej redukcji, z pewnością będzie wzrastał, saldo handlu zagranicznego zależy od tego, jak szybko rosnąć będzie eksport. Nie ma obecnie mowy o powrocie do czasów, kiedy to nasz eksport rósł w tempie 10-15 proc. rocznie, tym bardziej że koniunktura w Europie Zachodniej pozostaje nadal chwiejna, a złoty tymczasem ponownie umocnił się względem euro. Ale podtrzymanie wzrostu eksportu w tempie choćby 5 proc. rocznie jest absolutnie konieczne.
Gorzej jest z inwestycjami, których ogólna wielkość w skali całego 2009 r. w ogóle nie wzrosła pomimo obniżonego poziomu, m.in. na skutek zmniejszonego dopływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Wzrost inwestycji oraz wzrost eksportu to warunki konieczne nie tylko do przyspieszenia wzrostu PKB, ale nawet do utrzymania tego tempa, które nasza gospodarka zanotowała w ubiegłym roku.

Prognozy na 2010 r.
Najnowsze prognozy z uznanych źródeł międzynarodowych (EBOR, MFW, Bank Światowy, OECD) przewidują dla Polski w 2010 r. wzrost PKB w granicach 1,8-2,5 proc. Ostatnia prognoza Komisji Europejskiej to 2,6 proc. Różni eksperci krajowi przewidują wzrost PKB w szerokim przedziale od 1,5 do 3,5 proc. Oficjalna prognoza rządowa zawarta w programie konwergencji została ostatnio obniżona do 3,0 proc. Umiarkowany wzrost PKB w 2010 r., rzędu 2-3 proc., wydaje się możliwy, ale tylko pod warunkiem wyraźnego wzrostu eksportu i inwestycji. Jest to zresztą warunek konieczny nie tylko do przyspieszenia wzrostu, lecz także do utrzymania tego tempa, które nasza gospodarka zanotowała w 2009 r. Zaznaczająca się poprawa koniunktury na świecie i w Europie Zachodniej stwarza nadzieję również na poprawę sytuacji gospodarczej w Polsce. Jest to jednak jedynie szansa, której wykorzystanie zależy od aktywności przedsiębiorców, inwestorów i eksporterów, a także od polityki gospodarczej rządu. Wielkim zagrożeniem dla polskiej gospodarki w 2010 r. będzie rosnący deficyt finansów publicznych, dochodzący do 8 proc. PKB, oraz dług publiczny zbliżający się do ustawowej granicy.
Autor jest doktorem nauk ekonomicznych, profesorem  Akademii Finansów, ekspertem w systemie oceny koniunktur World Economic Survey
Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej