|
Sikorskiego walka o polskie porty |
|
|
|
|
Kraj
|
|
Autor Piotr Łaski
|
|
Piątek, 12. 03. 2010 10:11 |
Przez prawie 3 lata rządów PO członkowie gabinetu Donalda Tuska nie zrobili nic, by przeciwdziałać powstaniu gazociągu Nord Stream. MSZ ogłosiło za to ostatnio wielki sukces polskiej dyplomacji, czyli decyzję Niemców o zmianie przebiegu trasy rury bałtyckiej, tak by nie blokowała ona dostępu do portów w Świnoujściu i Szczecinie. Dziwnym trafem zbiegło się to w czasie z walką o preelekcję Radosława Sikorskiego na kandydata Platformy w wyborach prezydenckich.
O to nam chodziło. To dowodzi, że dobre stosunki z Niemcami przynoszą efekty – powiedział Radosław Sikorski, ogłaszając decyzję Niemiec o przeniesieniu części rurociągu na północ, gdzie dno Bałtyku leży na większej głębokości i biegnący nim rurociąg nie będzie ograniczał żeglugi do i z polskich portów w Szczecinie i Świnoujściu.
Polskie protesty Wcześniej konsorcjum rosyjsko-francusko-niemieckie Nord Stream planowało, że gazociąg nie będzie wkopany w dno morskie, tylko ułożony na nim. Zarząd Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu oraz szczeciński Urząd Morski protestowały, ostrzegając, że utrudni to lub uniemożliwi wręcz zawijanie do polskich portów statków o dużym zanurzeniu np. gazowców. Niektórzy analitycy wskazywali nawet, że w ten sposób współwłaściciele Nord Stream zablokują dostęp do budowanego w Świnoujściu polskiego gazoportu. Gdy kilka tygodni temu decyzję Federalnego Urzędu Żeglugi i Hydrografii w Hamburgu o trasie rury bałtyckiej zaskarżyły polskie urzędy morskie, przedstawiciele konsorcjum Nord Stream twierdzili, że polskie interwencje nie mają mocy prawnej. Mimo to rozpoczęto rozmowy i ostatecznie Niemcy wprowadzili poprawki do planów poprowadzenia rurociągu.
NS zmienia plany Zgodnie z oświadczeniem konsorcjum NS na 20 km odcinku Gazociąg Północny będzie wkopany ok. pół metra pod dno morskie, dzięki czemu na szlaku żeglugowym, biegnącym do polskich portów, a przecinającym gazociąg, powstanie swoista cieśnina, przez którą statki będą mogły bezpiecznie przepływać. Do tego rurociąg ma być przesunięty 12 km w głąb niemieckiej strefy ekonomicznej na Bałtyku, gdzie wody są o wiele głębsze. – Bardzo poważnie potraktowaliśmy zastrzeżenia strony polskiej. Cieszymy się, że udało nam się znaleźć możliwe do przeprowadzenia rozwiązanie służące bezpieczeństwu gazociągu i żeglugi – zapewniał Dirk von Ameln, dyrektor Nord Stream ds. pozwoleń podczas konferencji prasowej w Berlinie. Jego zdaniem minimalna głębokość 16 metrów na trasach dojścia do portów w Świnoujściu i Szczecinie będzie teraz zagwarantowana. To o metr mniej niż chciała tego strona polska. – Nord Stream nadal planuje położenie gazociągu na dnie morskim na głębokości 17,5 metra. Po uwzględnieniu 1,5-metrowej średnicy rurociągu i wymaganej przestrzeni pod kilem (2,5 metra) bezpiecznie do portu w Świnoujściu wchodzić będą mogły statki o zanurzeniu do 13,5 metra. To konserwuje obecne warunki i blokuje możliwości rozwoju portu w Świnoujściu – tłumaczył PAP po oświadczeniu Amelna Jarosław Siergiej, prezes Zarządu Portów Morskich Szczecin i Świnoujście. Zapowiedział dalszą walkę o swobodne wejście do polskich portów dla największych statków. Tymczasem, jak poinformowała „Gazeta Wyborcza”, polskie władze już w 2007 r. zwracały konsorcjum NS uwagę, że położenie rury na dnie morza w poprzek toru wodnego do polskich portów stwarza ryzyko ich zablokowania. Na pierwszą reakcję konsorcjum trzeba było czekać, jak twierdzi gazeta, do września 2009 r. Sugerowano wtedy potrzebę wytyczenia nowych torów wodnych do Świnoujścia. Strona polska odmawiała, twierdząc, że inne tory byłyby o wiele bardziej niebezpieczne.
W rządzie cisza Wszystko wskazuje na to, że zabiegi polskich władz o to, by porty zachodniego wybrzeża były dostępne dla jednostek o dużym zanurzeniu, to jedyne działania, jakie rząd Donalda Tuska podjął w reakcji na konsekwentnie realizowaną od lat ideę budowy gazociągu Nord Stream. Władze zbagatelizowały fakt, że Rosja i Niemcy budując Nord Stream po dnie Bałtyku, biorą Polskę w gazowe kleszcze. Pozbawiają przy tym zysków, tak z tranzytu surowca przez nasze terytorium, jak i faktu, że w europejskim systemie energetycznym Polska dzięki tranzytowi zajmować mogłaby ważne miejsce istotnego partnera, współodpowiedzialnego m.in. za dostawy surowców strategicznych do Unii Europejskiej. Powstający właśnie poprzez Nord Stream układ sił nawet największe amerykańskie dzienniki nazwały niedawno bardzo niebezpiecznym, sugerując że kraje Europy Wschodniej powinny podjąż zdecydowane działania w obronie własnych interesów ekonomicznych.
Kampania wewnątrz PO Tymczasem o stosunku gabinetu PO do tego rosyjsko-francusko-niemieckiego przedsięwzięcia (spółki z tych trzech krajów mają udziały w konsorcjum NS) może świadczyć ostatnia wypowiedź Radosława Sikorskiego na ten temat. Stwierdził on, że Polska nie jest entuzjastą budowy gazociągu północnego z Rosji do Niemiec. Nic ponad to. Co ciekawe, wystąpienie Radosława Sikorskiego, który osobiście postanowił tym razem przekazać informację o „odblokowaniu” polskich portów, miało miejsce na samym początku jego walki o zwycięstwo w prawyborach PO na kandydata do fotela prezydenckiego. Zresztą, podobnie jak PO postąpiły i inne ekipy rządzące ostatnich lat: PiS i SLD. Również i one przez lata nie były w stanie porozumieć się z Rosją i Niemcami, by zaproponować tym krajom jakieś alternatywne rozwiązanie. Teraz zaś na kilka tygodni przed rozpoczęciem budowy Nord Stream (rusza na początku kwietnia) nawet nie zabierają w tej sprawie głosu. W styczniu jedno buńczuczne wystąpienie w Sejmie zafundowała mediom szefowa klubu PiS Grażyna Gęsicka. Temat zginął śmiercią naturalną, przykryty w mediach innymi tematami.
 |
|
Dodatek Specjalny
|