|
Dla inwestorów zagranicznych polskie dane są bezdyskusyjne – jesteśmy krajem, który uniknął recesji i staje się swoistym europejskim rodzynkiem. Stąd też można się spodziewać, że kapitał zagraniczny nadal będzie zainteresowany polskimi aktywami.
Opublikowane dane o wzroście gospodarczym Polski zaskoczyły część analityków. Podczas, kiedy prognozy oscylowały wokół 0,5-0,8 proc. r./r., odczyt na poziomie 1,1 proc. r./r. należy uznać za bardzo dobry. Zwłaszcza, że Polska jest jedynym krajem w Europie, który odnotował wzrost gospodarczy. Rzut oka na składowe pokazuje, że jednym z czynników był pozytywny wpływ eksportu, głównie za sprawą silnego osłabienia się złotego. Ale nie tylko – notowania naszej waluty stały się także powodem do silnego spadku importu. Polacy w czasie kryzysu przestawili się po prostu z droższych towarów na tańsze produkty wytwarzane w kraju, co stało się wsparciem dla lokalnych firm. Co dalej? Dobre dane o sprzedaży detalicznej w lipcu (jej wzrost wyniósł 5,7 proc. r./r.), a także na temat płac (3,9 proc. r./r.), sugerują, że popyt krajowy wbrew pesymistycznym prognozom, będzie nadal odgrywał kluczową rolę. A jest to dość ważne w sytuacji, kiedy od lipca złoty zaczął się dość wyraźnie umacniać, ujemnie wpływając na rentowność eksportu. Dla inwestorów zagranicznych polskie dane są bezdyskusyjne – jesteśmy krajem, który uniknął recesji i staje się swoistym europejskim rodzynkiem. Stąd też można się spodziewać, że kapitał zagraniczny nadal będzie zainteresowany polskimi aktywami. Oczywiście nie można wykluczyć lokalnych korekt, takich jak ta obserwowana w tym tygodniu. Ich powodem nie będą jednak informacje z Polski, tylko krótkookresowe zawirowania na światowych rynkach. Rzeczywiście brak reakcji inwestorów na pozytywne dane z USA pokazuje, że giełdy dojrzały do korekty. Nie wydaje się jednak, aby miała być ona długa. Bardziej prawdopodobny scenariusz to krótki, chociaż nieco gwałtowny ruch. Analiza techniczna podpowiada, że celem dla euro mogą stać się okolice 4,22-4,23 zł, a dla dolara rejon 3 zł. W perspektywie kolejnych tygodni spadek poniżej 4 zł za euro wciąż jest realny. Z kolei na koniec roku wspólna waluta może być warta zaledwie 3,80 zł. Ale chyba nie jest to powód do zmartwień? Autor jest analitykiem DM BOŚ
 |