|
Ciemne strony pospiesznej prywatyzacji |
|
|
|
|
Autor Bartosz Stawiarski
|
|
Piątek, 05. 02. 2010 12:24 |
Kwestii prywatyzacji państwowych spółek nadano w ostatnich miesiącach niebywałego przyspieszenia. W ramowym dokumencie z września ub. r. pt. „Kierunki prywatyzacji majątku Skarbu Państwa w 2010 r.”, wytypowano główne branże przewidziane na licytację, podkreślając zamiar sprzedaży przez giełdę bądź aukcje publiczne. Tegoroczne przychody z prywatyzacji szacuje się na 25 mld zł, z czego do budżetu netto trafi blisko 10 mld.
Zamiary te są ambitne i szumne, jednak przywołując poprzednie chybione epizody prywatyzacyjne z lat 90., należy zachować rezerwę wobec planowanych posunięć. Najwięcej kontrowersji wzbudza istniejące tło rosnących napięć budżetowych, zwiększające ryzyko dokonania sprzedaży pośpiesznych i niesłużących strategicznym interesom państwa.
Na szczęście falstart Co zrozumiałe, zagraniczny kapitał byłby oczywiście skłonny kupić oferowane pakiety jak najtaniej. W tym kontekście dobrze się stało, że pierwszy zwiastun tej najnowszej ofensywy Skarbu Państwa okazał się falstartem. Przypomnijmy: w październiku ub. r. niemiecka grupa RWE odstąpiła od zakupu 67 proc. wielkopolskiej Enei, wytykając zbyt wysoką cenę (w naszym podmiocie jest już obecny szwedzki Vattenfall posiadający 18 proc. akcji). I całe szczęście, nawet pomimo niezrealizowanych wpływów rzędu 8 mld zł. Czy na paranoję nie zakrawał już sam fakt wystawienia praktycznie całego przedsiębiorstwa, obsługującego 2,5 mln klientów, w obce posiadanie? Czy tak trudno sobie wyobrazić następującą po transakcji presję na rabunkowe podwyżki cen usług, bijące w stan żywotnego odsetka gospodarstw domowych? Sytuację konsumentów jeszcze ratuje Urząd Regulacji Energetyki, studząc podwyżkowe zapędy dystrybutorów energii.
Nieprzemyślana transakcja Tuż po Nowym Roku przez giełdę wypchnięto 10 proc. akcji KGHM, na które inwestorzy rzucili się skwapliwie już w pierwszym dniu budowania księgi popytu. W ten sposób praktycznie bezpowrotnie pozbyto się takiegoż odsetka strategicznych złóż miedzi zalegających na dolnośląskich głębiach. Do państwowej kasy przy oburzeniu związków zawodowych, których dyktat swoją drogą już dawno temu trzeba było ukrócić, wpłynęły 2 mld zł. Aby unaocznić nieomal rabunkowy charakter owej transakcji, odnieśmy uzyskane wpływy do generowanych przez kombinat zysków i płynącego z tego tytułu strumienia dywidend. Wnioskując po cenach miedzi w ostatnim kwartale ub. r., KGHM w całym 2009 r. najprawdopodobniej wypracował ponad 2,5 mld zł czystego zysku, co daje przynajmniej 12 zł na akcję. Konserwatywnie zakładając przeznaczenie połowy tej kwoty na dywidendę, z jej tytułu ubytek dla Skarbu Państwa sięgnie 120 mln zł (20 mln sprzedanych walorów przemnożone przez 6 zł). Oznacza to natychmiastowe dyskonto w wysokości 6 proc. uzyskanej ceny. Będzie się ono powiększać z kolejnymi latami w miarę generowania dalszych zysków.
Czas wyprzedaży Powstają naprędce liczne inicjatywy zmierzające do łatania dziury budżetowej wyprzedawanym majątkiem. Dwa tygodnie temu pozbyto się 10,7 proc. kapitału Lotosu za nieco ponad 400 mln zł, zachowując jeszcze większościowy udział SP. Zwabiony kapitał spekulacyjny winduje kurs złotego, utrudniając klimat gospodarczy dla eksporterów, co jest szczególnie ważkie w kontekście europejskich recesyjnych realiów. Dla dobrego samopoczucia rządzących poświęca się część strategicznej kontroli nad gospodarką narodową. We wspomnianym na wstępie dokumencie na prywatyzacyjny celownik wzięty został sektor elektroenergetyczny (c.d. prywatyzacji PGE, częściowa prywatyzacja Tauron), chemiczny (Police, ZA Puławy), wydobywczy (lubelska perła w koronie, czyli Bogdanka – zbycie większościowego pakietu).
Sytuacja wymyka się spod kontroli? Trzeba także pilnie obserwować poczynania w sektorze górskich uzdrowisk, które latami popadały w ruinę bądź, jak obiekty FWP w Szklarskiej Porębie, generowały straty wskutek najmu lokali prywatnym podmiotom za kryminalnie wręcz niskie stawki. Powołując się na najnowsze doniesienia „Rzeczpospolitej”, w bardzo wątpliwych okolicznościach może dojść do utraty kontroli państwa nad Radwarem, będącym strategiczną spółką zbrojeniową, wykonującą systemy radarowe i rozpoznawcze dla wojska (niejasna umowa Bumaru z francuskim bankiem).
Uwaga na zaciskającą się energetyczną pętlę Podsumowując, prywatyzacja ma sens o ile robiona jest w ścisłym związku z długofalową strategią bezpieczeństwa kraju. Sektor wydobywczy i elektroenergetyczny musi być szczególnie uważnie pilnowany wobec groźnego niemieckiego porozumienia w sprawie Gazociągu Północnego. Wokół Polski zaciska się energetyczna pętla, dlatego nie można dopuścić do dalszego oplecenia kluczowych sektorów gospodarki przez co najmniej niechętne nam, ponadnarodowe grupy interesów. Demagogiczne używanie straszaka w postaci progu ostrożnościowego dla relacji dług publiczny/ PKB może wywołać wprawdzie poklask dla szybkiej prywatyzacji, jednak czymże jest poziom 55 proc. wobec blisko 200 proc. w Japonii czy ponad 100 proc. w Wielkiej Brytanii? Nadmierny pośpiech prywatyzacyjny przypomina nieco ubiegłoroczną histerię z jak najszybszym wepchnięciem Polski do strefy euro – jedno i drugie nosi znamiona ekonomicznego surrealizmu przy jednoczesnej marginalizacji narodowych interesów. Autor jest analitykiem Wealth Solutions
 |
|
Dodatek Specjalny
|