|
W ubiegły poniedziałek w USA rozpoczęto rozwiązywanie worka skrywającego finansowe dokonania amerykańskich korporacji za ostatni kwartał 2009 r. Swoje wyniki ogłosiły jak dotąd trzy wielkie marki: Alcoa, Intel oraz JP Morgan, a najbliższy okres przyniesie pełny rozkwit sezonu raportów kwartalnych. Na dodatek czeka nas publikacja sporej garści danych makroekonomicznych.
Bilans publikacji raportów wymienionej trójki wynosi dwa do jednego na korzyść obozu pesymistów. Jednoznacznie pozytywnie zaskoczył jedynie gigant sektora IT, ale mimo to piątkowa sesja przyniosła ponad 3-proc. przecenę jego akcji. To uwidacznia siłę powiedzenia: „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, przy czym w tym przypadku sprzedano nawet fakty lepsze od samych plotek. Ów jaskrawy przykład daje pojęcie, jak mocno giełdy zdyskontowały wodospad potencjalnych dobrych informacji. Takie reakcje na pozytywne niespodzianki mogą się powtórzyć, co nie wróżyłoby giełdom sielanki w perspektywie nawet kilku kolejnych miesięcy.
Powrót strachu Przez długie tygodnie ignorowano słabe kluczowe dane makroekonomiczne, dmuchając balon wzrostów i radując się z utrzymywania zaniżonych stóp procentowych. Obecnie zaś zaskoczenia in plus generują wyprzedaż, więc giełdowymi notowaniami zawładnęło kompletnie opaczne myślenie. Przewrotność ta tkwi w odwrotnej do spodziewanej reakcji na bieżące doniesienia. Wielu inwestorom trudno będzie się oswoić z taką techniką gry, jednak powrót na rynki długo nieobecnego czynnika strachu stał się faktem. Era łatwych zysków ugrywanych pod powrót prosperity dobiega końca.
Diabeł tkwi w szczegółach Kilka słów wyjaśnienia należy się dokonaniom czołowego banku inwestycyjnego – JP Morgan. On także przekroczył wprawdzie prognozowany zysk, jednak głębsze spojrzenie na strukturę osiągniętego wyniku wzbudziło sceptycyzm graczy i przeceniło cały sektor finansowy. Nadal kuleje segment bankowości detalicznej, czynione są odpisy na złe kredyty, a pokaźna część wykazanych profitów pochodzi z działalności inwestycyjnej. Spekulacyjne podbijanie cen surowców i akcji na rynkach wschodzących za deszcz łatwych pieniędzy z „okienka kredytowego” FED-u nie będzie trwać wiecznie. Uczestnicy rynku muszą sobie uświadomić, że galopada cen na giełdach też stanowi jedną z form inflacji.
Dane ze spółek W najbliższych dniach nastąpi publikacja wyników największych spółek giełdowych. W kolejce ustawione są: Goldman Sachs, Morgan Stanley, IBM, Google oraz na piątkowy deser – General Electric wraz z McDonald’s. Ogółem w ciągu kilku najbliższych sesji wyniki opublikuje prawie 60 firm obecnych w indeksie S&P500. Warto także obserwować dalsze zachowanie solidnie napompowanych kursów akcji tuzów sektora farmaceutycznego.
Wysyp danych makro Dużo dziać się będzie również na froncie danych makro: odczyt japońskiej produkcji przemysłowej za listopad (typuje się 15-proc. regres w skali rocznej), grudniowa stopa inflacji konsumenckiej (CPI) w Wielkiej Brytanii, styczniowy odczyt niemieckiego indeksu nastrojów ZEW. Z USA dotrze do nas wielkość listopadowego napływu kapitałów długoterminowych, styczniowa wartość indeksu NAHB (klimat w segmencie nieruchomości), regionalny indeks aktywności FED z Filadelfii oraz miernik wskaźników wyprzedzających. Bieżący tydzień zwieńczą najnowsze publikacje indeksu PMI zarówno dla produkcji, jak i usług w strefie euro, do tego napłynie dynamika brytyjskiej sprzedaży detalicznej za grudzień. W tym ostatnim przypadku może zagościć jednorazowe miłe zaskoczenie z racji ucieczki konsumentów w zakupy przed podwyżką podatku VAT od nowego roku z 15 do 17,5 proc.
Zbierają się czarne chmury Dokonując projekcji kondycji warszawskiej giełdy na globalną panoramę mocno wykupionych i coraz bardziej nerwowych rynków, nasuwają się mało pocieszające wnioski na najbliższe tygodnie. Efekt stycznia jest faktycznie znikomy, choć medialnie rozdęty. Bariera 2,5 tys. pkt na indeksie WIG20 nie pękła pomimo dwutygodniowych zmagań popytu i podaży. Dając niewielkie szanse na jej powtórny test bądź nawet chwilowe fałszywe naruszenie, uważam, że na naszym rynku od dobrych 3 miesięcy dokonuje się pełzająca dystrybucja. Takie wnioski nasuwają kilkukrotne kosmetyczne przebicia październikowego szczytu, po których popyt się cofał. Wygenerowało to niepokojące negatywne dywergencje, mogące świadczyć o schyłkowych momentach niemal rocznej fali wzrostowej. Czyżby niedobitki amatorów hossy sprzed trzech lat znów kupili akcyjne jednostki TFI na górce?
Możliwy powrót bessy Nerwowe dreptanie naszych indeksów w miejscu wpisuje się w globalny obraz techniczny praktycznie wszystkich parkietów, sygnalizujący możliwość powrotu w objęcia bessy (po długotrwałym jałowym wmawianiu wszem i wobec scenariusza recesji typu V). Spośród rzadziej cytowanych wskaźników sentymentu rynkowego warto wyróżnić cotygodniowe odczyty amerykańskiej ankiety Investors Intelligence. W minionym tygodniu pokazała ona skrajny optymizm, większy nawet niż podczas szczytów hossy w 2007 r. Proporcja rynkowych „byków” do „niedźwiedzi” sięgnęła rekordowego 3,36 (15,9 proc. pesymistów wobec 53,4 proc. optymistów). Ekstremalne wychylenia ujawnianych w ankiecie nastrojów są trafnym narzędziem kontrariańskim, gdyż zwiastują rychłe nadejście znaczącego przesilenia w kierunku przeciwnym do zapatrywań większości. Dobrym uzupełnieniem tej statystyki jest oparty na indeksie S&P500 wskaźnik zmienności VIX, który w minionym tygodniu osiągnął najniższy od 1,5 roku poziom niecałych 18 pkt wobec ponad 80 zanotowanych podczas kulminacji paniki jesienią 2008 r.
Pora odwrotu od akcji Niestety dla posiadaczy akcji, giełdowy niedźwiedź ma zwyczaj przypuszczania ataku pośród złudnego spokoju popartego nieuzasadnionym, nadmiernym optymizmem. Dlatego wbrew subiektywnie szampańskim wizjom głoszonym przez wpływowe instytucje finansowe, należy rozważyć częściową bądź całkowitą redukcję akcji w portfelu lub ubezpieczenie ich krótkimi pozycjami w kontraktach terminowych, bądź wręcz (dla graczy odważnych) gołe zaangażowanie w „szorty” lub długie opcje put. Autor jest analitykiem Wealth Solutions
 |