|
Dopóki nie zmieni się mentalność śmietanki finansjery i dopóki nie wyciągnie się personalnych wniosków z przeszłości, skutkujących zmianami jakościowymi, dopóty groźby kolejnych dużo głębszych kryzysów będą wisieć nad kluczowymi gospodarkami.
Przyszłość jawi się coraz mętniej, a nerwowość inwestorów narasta. Radości z wysokiego PKB w USA wystarczyło inwestorom zaledwie na jedną sesję, po czym kolejna sesja zniwelowała ten wyskok z nawiązką. W przypadku wskaźników Nasdaq Composite oraz S&P500 zanotowano pierwsze miesięczne zniżki od lutego. Bieżący tydzień obfitujący w kolejne dane zweryfikuje zasadność szybujących przez pół roku wycen. Pojawią się odczyty m.in.: indeksu ISM dla sektora przemysłu i usług, dynamiki zamówień fabrycznych, a także comiesięczny raport z rynku pracy ze stopą bezrobocia oraz bilansem etatów w sektorze pozarolniczym. Ekscytowano się wynikami Rynki zastanawiająco długo kupowały pusty frazes o krótkiej i łatwej recesji typu „V”, wspierając na nim swe zwyżki. Pompowano bez wytchnienia parkiety emerging markets, zasiewając ziarno pod kolejne bąble spekulacyjne finansowane tanimi dolarami. (Indeks giełdy w Argentynie nawet wyrównał rekordy hossy sprzed 2 lat). Puchły ceny surowców niczym w dojrzałej, harmonijnej fazie globalnego wzrostu. Ekscytowano się lepszymi od zaniżonych prognoz odczytami makroekonomicznymi tudzież wynikami finansowymi, nie przywiązując wagi do obiektywnej słabości tychże danych na tle dokonań historycznych. Wskaźnik zmienności VIX obliczany w oparciu o opcje wystawione na S&P500 długotrwale spadał i doszedł do okolic 20 pkt, tworząc nieadekwatne do powagi sytuacji fałszywe poczucie komfortu i spokoju. 23 mld dolarów Mechanizm ów zaciął się dopiero w ostatniej dekadzie października. Na wykresach wielu indeksów od dawna kłuło w oczy techniczne wykupienie i zaczęły piętrzyć się negatywne dywergencje zwiastujące poważniejsze spadki. Pokłady nerwowości graczy zdradza aż dziesięć sesji trzycyfrowych zmian indeksu DJIA w minionym miesiącu. Ogólnie, pomimo nielicznych jaskółek odwilży w kryzysie jawi się nam obraz mizerii i ciągnącej się recesji zamiast stabilnego ożywienia. W takich okolicznościach szczególnie nieufnie należy podchodzić do fałszywych zaklinaczy optymizmu i hossy, bo poparcie ich tez w twardych faktach jest znikome. Najbardziej dobitnym świadectwem panującej nieuleczalnej nonszalancji są kosmiczne premie przyznawane przez banki inwestycyjne. Podajmy pierwszy z brzegu przykład: spekulujący potężnie na wszystkich klasach aktywów Goldman Sachs wypłaci za bieżący rok bonusy na kwotę… uwaga: 23 mld dolarów. (jeszcze rok temu instytucja ta przetrwała dzięki rządowej kroplówce). Dla porównania, jest to mniej więcej jedna trzecia rezerw walutowych Polski. Dlatego dopóki nie zmieni się mentalność śmietanki finansjery i dopóki nie wyciągnie się personalnych wniosków z przeszłości, skutkujących zmianami jakościowymi, dopóty groźby kolejnych dużo głębszych kryzysów będą wisieć nad kluczowymi gospodarkami. Defensywny charakter Skierujmy uwagę na nasze nadwiślańskie podwórko. Przyciągnęło ono niemałe zainteresowanie za sprawą oferty PGE. Wielka mobilizacja wspierana kredytowymi lewarami poskutkowała ogromną nadwyżką popytu i przyniosła efekt łatwy do przewidzenia nawet dla średnio rozgarniętego gimnazjalisty: cena emisyjna ustalona na górnych widełkach (23 zł) oraz gigantyczna redukcja w transzy indywidualnej (niemal 97 proc.). Najlepiej plan swój wypełnią banki, które zgarną jakieś 80 mln zł z tytułu udzielonych kredytów (prowizje i odsetki) zaangażowanych do tej wielkiej giełdowej operacji. Mimo wszystko zaleta papierów PGE tkwić będzie w ich defensywnym charakterze i mniejszej zmienności od notowań np. KGHM czy PKN. Dlatego nie dadzą ponadprzeciętnych zysków, a ewentualne straty przy zniżkującym rynku będą stonowane. Autor jest analitykiem Wealth Solutions
 |