|
Surowce
|
|
Autor Roman Przasnyski
|
|
Piątek, 07. 05. 2010 09:54 |
Paliwo od ponad roku jest w Polsce coraz droższe – niedługo cena może dojść do 5 zł za litr. To efekt przede wszystkim dwóch czynników. Notowania ropy naftowej na światowych giełdach wciąż idą w górę, a umacnianie się naszej waluty postępuje z oporami i może nie być w stanie łagodzić tej tendencji. Swoje robi też zbliżający się sezonowy wzrost popytu na paliwa.
W maju ubiegłego roku notowania ropy naftowej na światowych giełdach wahały się od 53 do 62 USD za baryłkę. Dziś sięgają 80-88 USD. Jest więc oczywiste, że wzrost cen surowca o 40-50 proc. musi przełożyć się na wyższe ceny paliw przetworzonych, czyli oleju napędowego i benzyny na stacjach. W okolicy ubiegłorocznego majowego długiego weekendu za litr oleju napędowego trzeba było przy dystrybutorze zapłacić około 3,5 zł, dziś już średnio „diesel” kosztował nas 4,15 zł, czyli ponad 18 proc. drożej. Za tankowanie litra benzyny bezołowiowej Pb95 trzeba było zapłacić około 4,56 zł, a więc prawie 17 proc. więcej. Do pięciu złotych za litr benzyny brakuje już tylko niecałych 9 proc. To, czy ceny dojdą do takiego poziomu w ciągu najbliższych tygodni, zależeć będzie nie tyle od cen ropy na giełdach, lecz przede wszystkim od sezonowego wzrostu popytu oraz polityki cenowej właścicieli stacji benzynowych.
Sezonowa podwyżka nieunikniona Obserwacja sezonowych zmian cen w poprzednich latach wskazuje, że nawet przy niezmienionych pozostałych parametrach, czyli notowaniach surowca na rynku i kursu dolara do złotego, wspomniana 9-proc. zwyżka jest jak najbardziej w zasięgu liczników dystrybutorów i portfeli kierowców. W ubiegłym roku od wiosny do pełni sezonu wakacyjnych wyjazdów cena benzyny wzrosła o ponad 15 proc., a oleju napędowego o ponad 12 proc. Od maja do sierpnia ubiegłego roku baryłka ropy gatunku Brent wzrosła na giełdach z około 53,5 do 71,5 USD, czyli o jedną trzecią. W tym czasie złoty umocnił się wobec dolara o nieco ponad 14 proc. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że korzystne zmiany kursowe złagodziły wzrost cen ropy o prawie połowę.
Kryzys hamuje wzrost cen Trudno przewidzieć, jak kształtować się będzie sytuacja na rynku ropy naftowej i jak przebiegać będą zmiany kursu dolara w tym roku. Sytuacja jest dość skomplikowana w obu obszarach. 3 maja notowania ropy naftowej osiągnęły rekordowo wysoki od dwunastu miesięcy poziom 88,96 USD za baryłkę. Z jednej strony trudno przypuszczać, by w ciągu najbliższych kilku miesięcy mogły wzrosnąć o kilkanaście procent. Już 10-proc. zwyżka zaprowadziłaby ceny w pobliże 100 USD za baryłkę. Dziś wydaje się to mało prawdopodobne. W tym roku wydobycie surowca ma być nieco wyższe niż w przedkryzysowym 2007 r., gdy globalna gospodarka była w pełnym rozpędzie i produkowała o kilkanaście procent więcej niż obecnie. Na razie koniunktura odradza się bardzo powoli, więc wydaje się, że nie ma powodów, by ceny ropy szybko szły w górę. Tym bardziej, że może to doprowadzić wręcz do osłabienia tempa wzrostu gospodarczego. Według głosów przedstawicieli OPEC, organizacji zrzeszającej największych producentów i eksporterów ropy, dojście cen surowca do 90 USD za baryłkę mogłoby spowodować decyzję o zwiększeniu wydobycia.
Sprzyjające kłopoty krajów PIIGS Ceny ropy są jednak w znacznym stopniu zależne od sytuacji na rynku walutowym. Panuje tu dość prosta zależność: im słabszy dolar, tym droższa ropa. Problem w tym, że obecnie dolar jest najmocniejszy wobec euro od prawie roku, co nie przeszkadzało cenom ropy iść w górę. Nie ma specjalnego znaczenia, że siła dolara wynika bardziej ze słabości euro, spowodowanej kryzysem finansów Grecji, a nie z potęgi amerykańskiej gospodarki. Każde osłabienie dolara wobec euro będzie działać prowzrostowo na notowania ropy naftowej. Z tego punktu widzenia zwyżka cen ropy naftowej o kilkanaście procent w ciągu kilku miesięcy wcale nie jest tak nieprawdopodobna, jak by się dziś wydawało. Paradoksalnie można by powiedzieć, że im dłużej trwać będą kłopoty Grecji i innych państw europejskich grupy PIIGS, a więc im dłużej euro będzie słabe, tym lepiej dla naszych kierowców. Z jedną tylko uwagą – złoty nie może się zbytnio osłabiać wobec dolara. A o to nie będzie łatwe. Im większy niepokój panować będzie w strefie euro, tym nasza waluta będzie miała bardziej pod górkę. A to znów dla kieszeni kierowców korzystne nie będzie. Autor jest głównym analitykiem Gold Finance
 |