|
Zaskakujący rok na rynku surowców i walut
Ubiegły rok rozpoczynał się w iście minorowych nastrojach. Nie brakowało osób, które wieściły powtórkę Wielkiego Kryzysu z globalną gospodarką staczającą się w bezdenną przepaść. Na szczęście prognozy te się nie sprawdziły.
Łukasz Bugaj – Hossa ma to do siebie, że rozpoczyna się przez zderzenie niskich poziomów cenowych z dużą płynnością finansową. Było to szczególnie widoczne na rynku surowców, który z powodu stosunkowo niewielkiej kapitalizacji, jest idealnym kandydatem na pierwszy cel powracającego kapitału spekulacyjnego. Do zakupów zachęcały banki centralne rozdające nieoprocentowaną gotówkę, a w oczach nielicznych fundamentalistów widać było błysk nadziei. Rósł bowiem indeks ceny frachtów – Baltic Dry Index – wskazując tym samym na możliwość wystąpienia odbicia w światowej gospodarce. Inne indeksy wyprzedzające w postaci amerykańskiego ISM czy PMI
w innych częściach świata również powoli zakręcały na północ. Odważni rozpoczęli zakupy.
Chwilowe wzmocnienie USD
Z rynkiem surowców nierozerwalnie związany jest rynek walutowy. Towary wciąż wyceniane są w USD, a więc spadek wartości amerykańskiej waluty generalnie sprzyja wzrostowi cen surowców. Początek minionego roku to kulminacja panicznej wyprzedaży na rynkach akcyjnych, co skutkowało silnym osłabianiem się walut rynków wschodzących, których aktywa były wyprzedawane w szybkim tempie. W takim środowisku dolar się wzmacniał, gdyż kapitały wracały do macierzy.
Złoty na granicy
W Polsce wyprzedaż złotego była podgrzewana przez globalne banki inwestycyjne korzystające z osławionego problemu opcyjnego. Kurs EUR/PLN już prawie testował 5 złotych, gdy rząd zdecydował się na wymianę części swoich środków unijnych na rynku. Pierwsze strony gazet aż grzmiały o możliwości jeszcze większego krachu na rynku polskiej waluty. Atmosfera była więc idealnie ustawiona pod punkt zwrotny, który rzeczywiście nastąpił. Wraz z ustanowieniem dołka przez warszawską giełdę, szczyt swojej słabości ustanowił i złoty.
Czas odbicia
Reszta roku to jedno wielkie odreagowanie wcześniejszej słabości. Złoty się wzmacniał wraz z innymi walutami przecenionymi w szczycie kryzysu. Dolar natomiast systematycznie tracił. Co warto podkreślić, to relatywna słabość naszej waluty – złoty przez cały 2009 r. zdołał umocnić się w stosunku do euro jedynie o 2 proc. i 4 proc. do USD. Wynik iście mizerny jak na zieloną wyspę wśród krwistoczerwonej Europy… To kolejny dowód na to, że choć fundamenty są ważne, to inne czynniki potrafią być jeszcze ważniejsze.
Surowce w górę
Fundamenty surowców nie uległy wielkiej zmianie. Mimo to, ropa ochoczo rosła w cenie, nie przejmując się istniejącą relacją popytu z podażą. Jeszcze bardziej napięta jest sytuacja miedzi, która już niemal osiągnęła swoje historyczne maksima. Bańka, która pękła
w połowie 2008 r. ponownie się odrodziła, a powód wymieniany przez wielu jest wciąż ten sam i nazywa się: Chiny. To pretekst bardzo wygodny, gdyż dane zza wielkiego muru są nie tylko relatywnie skromne, ale również nie grzeszą wiarygodnością. Rząd, któremu zależy na wzroście, rzeczywiście go osiąga, a spekulanci mają tzw. „story” pod które można grać. Zresztą kto z nas był w Chinach, by rzeczywiście się przekonać o ich potędze? Niewielu…
Zaskakujący finał
Rok kończyliśmy w iście hurraoptymistycznych nastojach. Umacniające się waluty wschodzące przy słabym USD doprowadziły do coraz silniejszych głosów o odejściu od dolarowej waluty rezerwowej świata oraz interwencjach słownych, czy nawet początkach faktycznych działań, mających na celu osłabić waluty krajów wschodzących. Widzieliśmy więc kolejny lokalny punkt kulminacyjny, który doprowadził w grudniu do silnego umocnienia się dolara. Po raz kolejny rację mieli kontrarianie działający przeciwnie do medialnego szumu. Surowce jednak po wstępnej negatywnej reakcji kontynuowały swój rajd na północ. To był zaskakujący koniec iście wyjątkowego roku.
Autor jest analitykiem Xelion
Ubiegły rok rozpoczynał się w iście minorowych nastrojach. Nie brakowało osób, które wieściły powtórkę Wielkiego Kryzysu z globalną gospodarką staczającą się w bezdenną przepaść. Na szczęście prognozy te się nie sprawdziły.
|