|
Wulkan zagrożeniem dla gospodarki |
|
|
|
|
Giełdy światowe
|
|
Autor Max Sukkhasantikul
|
|
Czwartek, 22. 04. 2010 14:47 |
Przemysł lotniczy zupełnie nie był przygotowany na obecny paraliż. Jak szacuje Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych – IATA, ogółem linie lotnicze po pięciu pierwszych dniach wstrzymania lotów straciły łącznie ponad 200 mln USD dziennie.
Europejski przemysł lotniczy, sparaliżowany przez chmury popiołu wulkanicznego z terenu Islandii, masowo anulował wszystkie loty w Europie. Działania te, podjęte ze względu na bezpieczeństwo pasażerów, wpłynęły oczywiście na sytuację podróżujących, ale także bardzo mocno oddziały na kondycję europejskiego sektora przewoźniczego. Szacunki IATA są nawet zaniżone, gdyż tylko British Airways traciły ok. 40 mln USD dziennie, zaś linie spoza Europy, takie jak Emirates Airline – ok. 10 mln USD dziennie. Traciło także pięciu operujących w Europie przewoźników amerykańskich – ich łączne straty wynosiły dziennie ok. 20 mln USD.
Bezpieczeństwo najważniejsze Zawieszenie lotów zostało podyktowane względami bezpieczeństwa. Popioły wulkaniczne mogą być groźne dla pracy silnika, mogą także zakłócić funkcjonowanie przyrządów pokładowych. Po wydaniu decyzji o restrykcjach w wykonywaniu lotów w Europie momentalnie zaprzestano 27 proc. przewozów, głównie w krajach skandynawskich. Do 21 kwietnia liczba odwołanych lotów wzrosła do 84 proc., obejmując 24 kraje europejskie. W tym czasie jednak warunki zaczęły się poprawiać i podjęto ok. 30 proc. lotów, jak podaje agencja kontroli ruchu lotniczego Eurocontrol.
Loty testowe chwytem marketingowym Decyzja dotycząca zmiany ograniczeń przyszła w momencie, gdy linie lotnicze coraz mocniej naciskały na władze rządowe w swoich krajach, aby wydały pozwolenia na powrót do planowanych lotów. Opinia publiczna jednakże może być wprowadzana w błąd, jako że linie lotnicze takie jak KLM, Lufthansa czy British Airways, przeprowadzały tzw. loty testowe, podczas których, nie stwierdzono zagrożenia bezpieczeństwa lotu. Niestety, nie mają one w rzeczywistości nic wspólnego z prawdziwym testem, ponieważ wykonujące je maszyny nie mają żadnego wyposażenia sprawdzającego. Testy przeprowadzane przez tzw. „flying laboratories” przynoszą ciągle niepokojące resultaty. Ostateczne decyzje są jednak podejmowane przez poszczególne rządy. Niepokojące byłoby natomiast podjęcie decyzji dotyczącej zniesienia zakazu ze względów politycznych, pod naciskiem opinii publicznej.
Mali mają gorzej Jednakowoż wpływ zakazu na kondycję przemysłu lotniczego jest bardzo poważny. Podczas gdy duże linie lotnicze są w stanie udźwignąć ten ciężar, to mali przewoźnicy ucierpią o wiele bardziej, gdyż nie mogą oprzeć się na podobnych gwarantowanych źródłach finansowania i zabezpieczeniach bankowych. Przewaga np. Lufthansy i Air France-KLM polega m.in. na tym, że firmy te mają udziały w wysokości odpowiednio 23,1 proc. i 11,6 proc. w miliardowej globalnej dystrybucyjnej firmie lotniczej – Amadeus. Obaj przewoźnicy planowali pozbycie się tych udziałów w tym roku, co pozwoliło by im na „finansowy bufor” w wysokości kilkuset milionów USD, hamujący skutki ostatnich wydarzeń związanych z chmurą pyłu wulkanicznego.
Pora na kolejne rządowe wsparcia? Podczas gdy linie lotnicze organizowały specjalne loty, gdzie jest to możliwe, rządy państw europejskich wspólnie pracowały nad rozwiązaniem krótkoterminowym. Wśród tego chaosu przemysł lotniczy rozważał możliwość wykorzystania rządowego wsparcia finansowego, podobnie jak to zrobił sektor bankowy w czasie kryzysu. Taki scenariusz jest prawdopodobny, chociaż dość trudny do uzasadnienia, jako że z powodu chmury wulkanicznej ucierpiał nie tylko sektor lotnictwa komercyjnego, ale praktycznie cała europejska gospodarka. Autor jest analitykiem Frost & Sullivan
 |