Zabrakło nam szacunku dla pieniądza PDF Drukuj Email
Sobota, 28. 02. 2009 00:40

Z Janem Krzysztofem Bieleckim, prezesem banku Pekao SA, wyróżnionym przez „Gazetę Finansową” tytułem Finansisty Roku 2008, rozmawiali Eliza Snowacka i Artur Skoneczko

„Gazeta Finansowa” wyróżniła Pana tytułem Finansisty Roku 2008. Jakimi cechami w Pana ocenie powinien odznaczać  się dobry finansista?

Na pewno dużą pokorą. Bo we współczesnym zglobalizowanym i skomplikowanym świecie będzie nam zawsze brakowało wiedzy. Dlatego tak ważne jest przywiązanie do zasad, a także konserwatywne podejście do ryzyka.

Jako jeden z pierwszych ostrzegał Pan przed kryzysem. Na czym opierał Pan wtedy swoje przewidywania?

Tak naprawdę od 2000 r. i kryzysu dotcomów, wzmocnionego jeszcze reakcją na 11 września 2001 r., żyjemy w świecie niezwykle przelewarowanym. A nie używając terminologii finansowej można powiedzieć wprost: ludzie pokochali życie na kredyt i wydawało im się, że z roku na rok będzie im wyłącznie coraz lepiej. Tymczasem nas, Polaków, historia nauczyła przecież, że nie ma dróg na skróty. Dlatego w 2006 r. byłem już nie na żarty zaniepokojony. Opublikowałem wtedy tekst, w którym przekonywałem, że powinniśmy nauczyć się bać niebezpiecznych zjawisk, takich jak zła polityka monetarna czy psucie pieniądza. Nie mogło być wiecznie tak, że wycena aktywów jest bez znaczenia, bo w razie problemów wszystko się „załatwi” polityką pieniężną.

Jak bardzo kondycja polskich spółek córek uzależniona jest od kondycji finansowej zagranicznych central?

Nie chcę generalizować, wolę mówić za siebie. Pekao jest silnym, stabilnym i przynoszącym zyski bankiem, który jest częścią równie silnej i stabilnej grupy UniCredit. Grupy, która zamknie 2008 r. na plusie, co jest rzadkością w przypadku największych europejskich graczy w tak trudnym roku. Poza tym Grupa UniCredit wspiera płynnościowo sytuację w większości krajów Europy Wschodniej. Rzecz jasna samo Pekao takiej potrzeby nie ma.

Jakich działań ze strony rządu i banku centralnego oczekują dziś banki, by obronić się przed skutkami kryzysu?

Przede wszystkim w sytuacji globalnego zamieszania i bardzo dynamicznie zmieniającej się sytuacji trzeba pamiętać, że to, co jest dobre dzisiaj niekoniecznie musi być wystarczające jutro. Cały czas musimy nadążać za rozwojem sytuacji i wymyślać kolejne instrumenty stabilizacyjne. Dzisiaj najważniejsze dla gospodarki jest zwiększenie środków na akcję kredytową. Temu właśnie służyły postulaty, jakie wystosowaliśmy publicznie na początku stycznia wspólnie z prezesem PKO BP. Cieszę się, że bank centralny bardzo szybko na nie zareagował i podjął decyzję o wcześniejszym wykupie długoterminowych obligacji. Kolejnymi krokami powinno być obniżenie przez RPP stopy rezerw obowiązkowych oraz długookresowe wsparcie płynnościowe dla banków. Można go udzielić pod zabezpieczenie zdrowych aktywów bankowych, np. wierzytelności kredytowych. Na pewno łatwiej byłoby wyjść nam z tej zawieruchy, gdybyśmy już byli w strefie euro. Wprawdzie sektor bankowy straciłby przez to część swoich przychodów, ale nasi klienci byliby w sytuacji o niebo bezpieczniejszej i stabilniejszej.

Czy polskiemu sektorowi bankowemu grozi nacjonalizacja, podobna do tej choćby w Wielkiej Brytanii?

Przede wszystkim żyjemy w czasach systemowego kryzysu, a nie tylko zwykłej recesji w cyklu koniunkturalnym. Dlatego powinniśmy być gotowi na wszystkie warianty i niczego nie odrzucać a priori. Dobrze, że rząd przygotował projekt ustawy dopuszczającej wsparcie kapitałowe dla banków, nawet jeżeli nikt nigdy nie skorzysta z zapisów tej ustawy. Bo sytuacja polskich banków na tle innych rynków jest dobra. Z punktu widzenia klienta, który w tej całej układance jest przecież najważniejszy, forma właścicielska banku jest mniej istotna od bezpieczeństwa powierzonych środków.

Czy w Pana opinii w gospodarce opartej na liberalnych podstawach jest sens ratować bankrutujące instytucje finansowe publicznymi środkami, czy też może lepiej pozwolić im upaść, by na ich miejsce powstały nowe, oparte na zdrowych fundamentach?

Oceniając rozmaite zjawiska, trzeba pamiętać o ich wzajemnym powiązaniu. Bo dzisiaj gospodarka to system naczyń połączonych, w których ruszenie jednego elementu może wywołać efekt domina na drugim końcu stołu. Dlatego tak ważne jest, żeby w takich czasach jak obecne nie kierować się żadnym dogmatyzmem ani ideologią, tylko starać się konsekwentnie ograniczać ryzyko i minimalizować zagrożenia. Powtórzę jedno: zawsze trzeba pamiętać nie tylko o samym banku, ale przede wszystkim o jego klientach. Przecież bank jest tylko zarządcą ich pieniędzy.

Sektorowi bankowemu w Polsce coraz częściej zarzuca się utrudnianie dostępu do kredytów przedsiębiorcom. Co Pan o tym sądzi?

My cały czas udzielamy kredytów. Samym korporacjom po kilkaset milionów tygodniowo, nie licząc segmentu detalicznego, w którym też jesteśmy aktywni dzięki pożyczkom ekspresowym i kredytom hipotecznym w złotych. Dobrzy przedsiębiorcy, dobre projekty i dobre biznesplany cały czas mogą i otrzymują kredyty. Oczywiście, uczciwie muszę przyznać, że z uwagi na wzrost ryzyka, koszt pożyczenia pieniędzy również jest wyższy niż jeszcze kilka miesięcy temu. Ale na pewno nie jest tak, jak wieszczą niektórzy, że na rynku kredytowym panuje susza. Wręcz przeciwnie, obecne czasy weryfikują prowadzoną przez ostatnie lata politykę kredytową i dają szansę takim bankom, jak Pekao.

Kiedy przewiduje Pan koniec kryzysu?

Właściwie to można powiedzieć tylko jedno. Dopóki kryzys nie osiągnie swojego dna, dopóty nie będziemy w stanie określić, ile potrwa. Pamiętajmy też, że nie jest to zwykły kryzys w ramach cyklu koniunkturalnego, jakich mieliśmy wiele w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, tylko potężne załamanie, niemające swojego precedensu w historii.

Mówi się, że kryzys stał się końcem ideologii neoliberalnej i nieskrępowanego wolnego rynku. Jak będzie ewoluować światowy system gospodarczy?

Jest to kończący erę magicznych metod i dróg na skróty kryzys nowoczesnego „kreatywnego” kapitalizmu, który ma niewiele wspólnego ze starym systemem. Różnica między tradycyjnym kapitalizmem, a tym nowym jest diametralna, a pisałem o niej już w 2002 r.

Otóż w tradycyjnym kapitalizmie, jeśli byłem właścicielem dwóch krów, to sprzedawałem jedną i kupiłem byka. Tak powstawało moje stado, którym zajmowałem się do końca mojego życia zawodowego. W czasie tej działalności stado rozwijało się i mój biznes wraz z nim, a ja co niedziela chodziłem do kościoła i byłem przykładnym członkiem mojej parafii. W momencie przejścia na emeryturę sprzedawałem stado i żyłem z wcześniej zgromadzonego majątku.

W kapitalizmie „kreatywnym”, jeśli masz dwie krowy to udajesz, że masz trzy i sprzedajesz je swojej firmie notowanej na giełdzie. Do tego celu używasz akredytywy otwartej przez twojego szwagra w banku, następnie dokonujesz typowej operacji zamiany długu na kapitał zakładowy, w wyniku czego otrzymujesz wartość czterech krów. Jednocześnie występujesz o ulgę podatkową, odpowiadającą wartości pięciu krów. Prawa do mleka przenosisz na Kajmany do firmy dyskretnie kontrolowanej przez większościowego udziałowca, dzięki czemu możesz wykazać w księgach posiadanie sześciu krów.

Większościowy udziałowiec w swoim sprawozdaniu stwierdza, że ma sześć krów z opcją na zakup jeszcze jednej. Sprzedajesz jedną krowę, by wejść w łaski nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, co pozwala ci wykazać ciągle sześć krów. W ten sposób rozmnażasz stado bez udziału byka, ale na mocy audytu Andersena. W tym wirtualnym świecie zapominasz o istnieniu Pana Boga, ale za to często sobie powtarzasz, że chciwość jest dobrem.

Ostatnio na pewno zabrakło szacunku dla pieniądza, przekonania, że wycena wartości aktywów odgrywa ważną rolę w polityce makroekonomicznej. Teraz musimy wrócić do podstawowych wartości w gospodarce, do szanowania pieniądza, a nie używania go w sposób zupełnie dowolny przez polityków. Poza tym ten kryzys po raz kolejny potwierdza starą zasadę, że jak Ameryka kicha, to cały świat choruje na grypę.

Czy wierzy Pan w możliwość powstania nowego Bretton Woods? Czy spisanie nowych zasad kierujących systemem finansowym jest potrzebne?

Myślę, że ten system cały czas się pisze i przetrwa tyle, ile będziemy pamiętali o ostatnim kryzysie. Dla Unii Europejskiej 2009 r. jest gigantycznym wyzwaniem, który może potwierdzić zdolność do wspólnego działania krajów członkowskich i przyspieszenia integracji, ale może też doprowadzić nas z powrotem do znanych z lat 30. nacjonalizmów i protekcjonizmu państwowego, a tym samym do erozji integracji europejskiej. W skali mikro rok 2009 i kolejne będą latami powrotu do sprawdzonych, tradycyjnych produktów bankowych i nie będzie chętnych do podejmowania nadmiernego, nieuzasadnionego ryzyka, co niestety w ostatnich latach było bardzo modne. Za bardzo.

***

Jan Krzysztof Bielecki urodził się 3 maja 1951 r. w Bydgoszczy. Polski polityk, ekonomista. W grudniu 1990 r. powołany na urząd premiera. Po wyborach w październiku 1991 r. złożył dymisję, przyjętą przez Sejm w grudniu 1991 r. W rządzie Hanny Suchockiej minister ds. integracji europejskiej i pomocy zagranicznej. Od grudnia 1993 r. był przedstawicielem Polski w EBOR. Od 1 października 2003 r. jest prezesem zarządu Banku Pekao SA. Laureat Nagrody Kisiela w 1991 r.

Komentarze (3)add comment

jerzy bielewicz said:

"Finansistę roku" oceńcie po jego czynach. A JKB od 2006 roku uzależnił swój bank od włoskiego dewelopera podpisując długoterminową umowę, w której oddał prawa do nieruchomości grupy kapitałowej Pekao SA i nieruchomości klientów banku. Informacje o umowie zatajono przed rynkiem publicznym. W 2007 przeprowadził fuzję z BPH na niekorzystnych warunkach, między innymi poprzez zatajenie zapisów Umowy Wspólników z włoskim deweloperem. W 2008 roku wbrew prawu bez zgody KNF przeforsował wypłatę nadmiernej dywidendy głównie na rzecz akcjonariusza większościowego Unicredit. Akcjonariusze mniejszościowi stracili na nieproporcjonalnie dużym spadku wartości akcji w sytuacji drenażu spółki przez Unicredit. W 2009 roku zapowiedział wypłatę dywidendy wysokości 2,5 miliarda złotych (dywidenda nie będzie rosła) w sytuacji kryzysu finansowego. A to tylko główne grzechy prezesa banku. Dodać można wiele innych np. jako polityka, psującego struktury państwa. Czy oligarchy dążącego do nieograniczonego wpływów w mediach jak Agora, ITI - TVN czy Empik - wszystkie te spółki dostały sowite kredyty od Pekao SA. Wieść niesie, że od lat JKB stara się o przejęcie Rzeczypospolitej.
marzec 04, 2009

Wonski said:

Trochę jestem zszokowany tą nominacją. Wasza wiarygodność w moich oczach spadła znacznie. Jak zobaczę zachwyty nad Balcerowiczem to przestane was kupować.
czerwiec 01, 2009

Askania said:

To blablanie przypomina mi hasło: socjalim tak, wypaczenia nie!
Wersja 2009: Kapitalizm tak, wypaczenia nie!
czerwiec 10, 2009

Napisz Komentarz
zmniejsz | powiększ

busy
 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej