|
Ubiegłoroczna dobra koniunktura polskiej gospodarki miała bezpośrednie przełożenie na kondycję sektora bankowego, który mimo globalnego kryzysu zamyka rok może nie rekordowymi, ale na pewno pozytywnymi wynikami. Oznacza to, że nasze instytucje finansowe, podobnie jak cała gospodarka, na razie jeszcze obroniły się przed skutkami globalnej dekoniunktury.
Rok 2008 zmienił diametralnie obraz globalnego świata finansów. Po wielu latach okazało się, że przyjęty dotychczas na rynkach międzynarodowych model – na tak daleko posuniętym etapie globalizacji i liberalizacji światowej gospodarki – stał się źródłem nadużyć i kreowania wirtualnej wartości. Taka sytuacja doprowadziła do pierwszego ogólnoświatowego kryzysu od około 80 lat. Polski, dość tradycyjny, system działania instytucji finansowych, oparty w dużej mierze na usługach określanych mianem bankowości uniwersalnej i ograniczeniu elementów spekulacyjnych, pozwolił i nadal pozwala naszemu sektorowi na dość dobre funkcjonowanie w kontekście trudnej sytuacji globalnej. Może nie byliśmy w zakresie inżynierii finansowej wystarczająco innowacyjni i nowocześni, ale to właśnie ten aspekt uchronił polskie banki przed doświadczeniami instytucji czysto inwestycyjnych, które po spektakularnych ubiegłorocznych bankructwach tym samym przechodzą do historii. Każdy kryzys ma to do siebie, że w pewnym sensie pozwala oczyścić system i zrewidować przyjęte zasady gry. Miejmy nadzieję, że za kilka lat doświadczenia ostatnich miesięcy będą stanowiły jedynie przestrogę, że w każdej dziedzinie gospodarki równowaga pomiędzy tym, co tradycyjne, a tym, co innowacyjne, jest jedynym kierunkiem na stabilny rozwój. Miejmy też nadzieję, że najgorszy okres mamy już za sobą. Niestety, skutki spadku zaufania do banków, ale i zaufania na rynku międzybankowym, sprawiły, że gospodarki wszystkich krajów, w tym Polski, dotyka jeśli nie kryzys, to na pewno znaczne spowolnienie gospodarcze. Najprawdopodobniej unikniemy głębszej recesji, którą już teraz obserwujemy w Stanach czy w strefie euro, jednak osłabienie popytu za granicą już zaczyna mieć przełożenie na obniżanie poziomu naszego eksportu, zmniejszając zyski polskich firm, a w konsekwencji nakłady na inwestycje. Jeśli nie znajdziemy rozwiązania na zwiększenie popytu wewnętrznego, będziemy musieli liczyć się z niższą dynamiką wzrostu i obniżeniem koniunktury w całej gospodarce – także w sektorze bankowym. Jestem jednak optymistą – wierzę, że polskie banki nadal będą rozwijać się dynamicznie, wierzę też w polską gospodarkę. Nie warto ulegać emocjom i przyjmować wyłącznie negatywnej optyki. Zarówno nasz kraj, jak i polski sektor bankowy obronną ręką przeszły czasy restrukturyzacji. Nie widzę więc powodów, żeby i tym razem miało nam się nie udać uniknąć negatywnych scenariuszy. Autor jest prezesem Deutsche Bank PBC SA
 |