|
W miarę dobrze pamiętam początek dwudziestolecia przemian w Polsce, mieszkałem wtedy we Wrocławiu i był to czas szkoły średniej. I choć miałem świadomość tego że dzieją się rzeczy prawdopodobnie wielkie, zaprzątały mnie problemy właściwe nastolatkom. Nawet nie poszedłem do wyborów 4 czerwca 1989 r., ale kojarzę expose premiera Mazowieckiego i jego zasłabnięcie, pamiętam kurs ekonomiczny wytyczony przez p. Balcerowicza i Jeffreya Sachsa. I wiem że na początku niewiele się działo, z perspektywy ucznia studenta – choć ceny i inflacja rosły z dnia na dzień, pojawiły się znienacka zapyziałe targowiska a naród odkrył w sobie handlowego ducha, choć był mocno nagłaśniany początek GPW w 1991 r., wsparty kampanią „poznaj siłę swoich pieniędzy”, pierwsze notowanie Banku Śląskiego, i załamanie roku 1994, pamiętam też że pierwszy hipermarket (HIT, sieć przejęta jakiś czas temu przez Tesco), pojawił się we Wrocławiu dopiero w 1995 roku.
W TVP w tym okresie emitowany był angielski serial „Capital City”, o życiu i pracy w banku inwestycyjnym, którą kształtująca się rzeczywistość przypominała tylko w niewielkim stopniu. Kojarzę jak w szkole (Akademia Ekonomiczna Wrocław), znienacka pojawił się nowy przedmiot „Marketing” i jak zmieniano nazwy wydziałów, pod kątem nowej rzeczywistości. Szczytem marzeń była wtedy praca w agencji reklamowej, w których rzeczywiście zarabiało się ogromne pieniądze. Ranga firm finansowych rosła równolegle, nieco mniej spektakularnie – dla studentów tego czasu kurs i egzamin na maklera był prawie jak prawo jazdy, obowiązkowy; czerwone szelki ludzi z CDM Pekao SA były i lekko śmieszne i intrygujące. Mijałem się na korytarzach z ludźmi w wymierającego gatunku „wiecznych studentów” – od 1990 r. zaczynał się okres kiedy studia należało kończyć jak najszybciej, bo prawdziwe życie było gdzie indziej. A potem poszło już normalnie – studenci zaczęli pracować w firmach inwestycyjnych, zastępując ex-patów, i stali się elementem nowego rynku. Nie do końca nadąża za tym przełom świadomościowy ludzi którzy nie są w strukturach nowych firm czy rynków. Stąd nostalgiczne ciągoty emerytów, sfery budżetowej i państwowych zakładów pracy – z ich perspektywy zmiany widać w sklepach (drogich), infrastrukturze (za mało zmian) i systemie finansowym/inwestycyjnym (zbyt zawiły i zmienny – bo kiedyś to był jeden bank i kolejka do mieszkania spółdzielczego, czekało się ale była szansa).
Czy dobrze wykorzystaliśmy ten czas – pewnie można było lepiej, ale pamiętam siebie z 1992 roku, kiedy jechałem do UK na zmywak – teraz jadę do tej samej restauracji, i jestem jej klientem – jest drogo ze względu na kurs, ale to przecież ogromna zmiana jakościowa. Ludzie z londyńskiego City nie są już tylko wzorem z telewizora, ale partnerami w biznesie, którym czasem odmawiam, bo na miejscu mam lepsze i tańsze rozwiązania. Warto było. Autor jest analitykiem X-Trade Brokers Dom Maklerski SA |