Cudowny plan uzdrowienia finansów publicznych PDF Drukuj Email
Autor GF   
Piątek, 05. 02. 2010 12:17
Spis treści
Cudowny plan uzdrowienia finansów publicznych
Administracja publiczna musi racjonalizować wydatki
Ewolucja zamiast rewolucji
Wszystkie strony

Premier Donald Tusk, minister finansów Jacek Rostowski i minister Michał Boni przedstawili 29 stycznia „Plan rozwoju i konsolidacji finansów 2010-2011”, którego zadaniem jest ograniczenie wydatków i zmniejszenie dziury budżetowej.
Agnieszka Subda – Do najważniejszych i najczęściej komentowanych ustaleń zaprezentowanego planu należą te dotyczące ustawowego ograniczenia wydatków publicznych. Według autorów planu można osiągnąć to stopniowo, wprowadzając reguły wydatkowe, z których pierwsza byłaby tymczasowa, druga zaś – docelowa – służyłaby podtrzymaniu deficytu na nowym, niższym poziomie.

Oszczędności i strefa euro
Reguła wydatkowa, która miałaby zostać wprowadzona w przyszłym roku, zmniejszyłaby wzrost zadłużenia poprzez ograniczenie wydatków publicznych „o charakterze uznaniowym” do poziomu 1 proc. plus inflacja przez kilka najbliższych lat, aż do momentu kiedy deficyt sektora rządowego i samorządowego zejdzie do poziomu 3 proc. PKB. Wtedy należałoby wprowadzić drugą już mniej restrykcyjną regułę budżetową, która opierałaby się „w części realnej na wzroście gospodarczym w kilkuletnim okresie referencyjnym, a w części nominalnej na celu inflacyjnym” („Plan konsolidacji…”). Minister finansów dodał, że byłaby ona zapisana w Ustawie o finansach publicznych. Zmniejszenie deficytu i utrzymanie go na takim poziomie pozwoliłoby spełnić Polsce kryterium z Maastricht, co przybliżyłoby nasz kraj do wejścia do strefy euro.

Większe wpływy do budżetu
W „Planie konsolidacji finansów publicznych 2010-2011” znalazła się także reforma systemu emerytalnego. Według projektu powszechny system emerytalny miałby objąć swym zasięgiem także pracowników służb mundurowych. Poza tym stopniowo podnoszony będzie wiek przechodzenia na emeryturę, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. W przypadku rolników miałoby być zastosowane kryterium dochodowe.Kolejnym zadaniem, którego realizację rząd chce przyspieszyć, jest prywatyzacja. PKPP Lewiatan pozytywnie ocenia, np. plan sprywatyzowania nieruchomości rolnych znajdujących się w rękach Skarbu Państwa, ponieważ zniosłoby to „jedną z wielu barier w procesie inwestycyjnym”. Oprócz tego w dokumencie znalazły się, m.in. punkty dotyczące rozbudowy infrastruktury cyfrowej, eliminacji części procedur administracyjnych czy rozwijania e-administracji. Niestety brak w nim konkretnych rozwiązań, co część projektów może pozostawić w sferze deklaracji.

Zbyt mało konkretów
Ekonomiści wskazują na niedociągnięcia planu. Krajowa Izba Gospodarcza podkreśla, że wprowadzenie limitu wzrostu wydatków niesztywnych budżetu odniosłoby pożądany skutek, jedynie jeśli zostanie połączone „ze stopniowym ograniczaniem poziomu wydatków sztywnych, stanowiących 75 proc. ogółu kosztów budżetowych”. Jednocześnie KIG przychyla się do takich punktów planu, jak ograniczenie przywilejów emerytalnych czy zmiany w KRUS-ie.Stanisław Gomułka zarzuca zaprezentowanemu planowi zbytnią ogólnikowość i brak konkretnych inicjatyw ustawowych, dzięki którym miałby spaść deficyt. Według niego mógłby się on znaleźć na planowanym poziomie tylko „gdyby PKB rósł nadzwyczaj szybko, albo też gdyby wzrastało dość znacznie obciążenie gospodarki podatkami i składkami”.PKPP Lewiatan boi się zaś, że w toku wprowadzania w życie „Planu konsolidacji…” zmniejszone zostaną wydatki prorozwojowe, ponieważ to właśnie one między innymi należą do niesztywnych wydatków.

Reformy przed wyborami?
Założenia do wszystkich propozycji znajdujących się w „Planie…” powinny zostać przygotowane do połowy 2010 r., projekty ustaw zaś do końca 2010 r. Jak widać, rządowi nie brakuje determinacji, żeby poprawić stan finansów publicznych, ale w związku ze zbliżającymi się wyborami nie wiadomo, czy nie ulegnie to zmianie w trakcie walki o głosy Polaków albo czy zwyczajnie nie zabraknie
mu na to czasu.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Zbyt niejasne zapisy
prof. dr hab. Sławomir I. Bukowski, dziekan Wydziału Ekonomicznego Politechniki Radomskiej, Katedra Biznesu i Finansów Międzynarodowych

Rządowy „Plan rozwoju i konsolidacji finansów
2010-2011” z 29 stycznia 2010 r. jest próbą, co prawda rozwiązań kompromisowych, ale próbą istotną. Jest dość ogólnikowy. Wymienia się w nim słusznie priorytety rozwojowe (m.in. wzrost nakładów na edukację, naukę, badania i rozwój, prywatyzację, usprawnienie funkcjonowania administracji i wymiaru sprawiedliwości), zapomniano jednakże o infrastrukturze.
Brakuje konkretnego harmonogramu działań w podziale na to, co można zrobić w krótkim, średnim i długim okresie. Kluczowym rozwiązaniem ma być wprowadzenie wiążących reguł wydatkowych w budżecie. I tak zakłada się, że wzrost wydatków uznaniowych, nie wynikających z istniejących ustaw regulujących wydatki publiczne, nie powinien przekraczać 1 proc. w ujęciu realnym w najbliższych latach.
Zapisy w planie dotyczące docelowej reguły budżetowej są niezbyt niejasne. Nie wiadomo, jaki zakres wydatków sektora finansów publicznych ma ona objąć. Pisze się, że „możliwie szeroki”. Reguła ma być oparta „w części realnej na wzroście gospodarczym w kilkuletnim okresie referencyjnym, a w części nominalnej na celu inflacyjnym”. Sprawę reguły budżetowej rozjaśnia nieco wypowiedź ministra finansów prof. Jacka Rostowskiego, zamieszczona na stronie internetowej Platformy Obywatelskiej, który stwierdził, że: „Będzie ona oznaczała, że wydatki będą rosły nieco mniej szybko. Ta reguła będzie już trwale zapisana w naszej ustawie o finansach publicznych. Wydatki budżetowe będą rosły nieco mniej szybko niż gospodarka rosła przez poprzednie kilka lat (5-6 lat)”.
Opieranie docelowej reguły budżetowej na stopie wzrostu PKB z ubiegłych 5-6 lat nie jest właściwym rozwiązaniem, bowiem w owych latach stopa wzrostu PKB była stosunkowo wysoka, a zatem, stopa wzrostu w latach 2010-2012 musiałaby być odpowiednio znacznie wyższa, żeby zmniejszyć deficyt sektora finansów publicznych.
Plan zawiera również szereg rozwiązań, które skomplikują i tak już skomplikowany system podatkowy i podniosą obciążenia podatkowe przedsiębiorców (dotyczących VAT i jego odliczeń, kas fiskalnych). To zaś stoi w sprzeczności z założeniami szybkiego wzrostu PKB.


Dobre cele, brak programu realizacyjnego
prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Center Club
Należy zauważyć, że „Plan rozwoju i konsolidacji finansów 2010-2011” jest sygnowany przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Wicepremier Pawlak nazywa go dokumentem autorskim premiera Tuska i Platformy Obywatelskiej, a nie rządu i koalicji. Nie jest to też plan ministra finansów. W tym sensie jest to przede wszystkim dokument polityczny, akcentujący dobre czy konieczne cele, a nie dokument programowy, który by też musiał pokazać sposoby realizacji takich celów.
Podstawowym celem rządu będzie zmniejszenie deficytu sektora finansów publicznych z poziomu około 6-7 proc. PKB w bieżącym roku do poniżej 3 proc. PKB „pod koniec roku 2012”, czyli prawdopodobnie w r. 2013. Takie obniżenie jest istotnie konieczne, aby Polska mogła wejść do strefy euro od początku 2015 roku oraz aby relacja długu publicznego do PKB nie przekroczyła konstytucyjnego progu 60 proc. PKB. Wszystkie propozycje programowe rządowego dokumentu powinny być oceniane przez pryzmat tego, czy są na tyle znaczące, aby wyznaczony cel zrealizować.
Dokument mówi o dwóch regułach wydatkowych. Jedna odnosi się tylko do tzw. wydatków elastycznych. Będą one podwyższane w tempie inflacja plus 1 procent. Ale ogólne wydatki budżetowe mają być podwyższane w tempie „nie wyższym” niż średnioroczny wzrost PKB w poprzednich pięciu latach. Ta reguła oznacza utrzymanie (czy też niemal utrzymanie) relacji wydatków publicznych do PKB. Powstaje pytanie, w jaki sposób rząd zamierza zmniejszyć deficyt sektora finansów publicznych o ok. 3-4 punkty procentowe w latach 2011-2013? Tego się dzisiaj nie dowiedzieliśmy. Dokument mówi ogólnikowo o jakichś inicjatywach ustawowych, ale nie informuje o ich potencjalnych skutkach finansowych. Takie zmniejszenie byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby albo PKB rósł w tym okresie nadzwyczaj szybko, albo też gdyby wzrastało dość znacznie obciążenie gospodarki podatkami i składkami, albo miała miejsce jakaś kombinacja obu tych czynników. Ale jak dotąd MF zakładało bardzo umiarkowane tempo wzrostu PKB w latach 2011-2012. W dokumencie mówi się o kasach fiskalnych dla lekarzy i prawników oraz nieco większych wpływach z VAT-u, ale w sumie będą to skromne dodatkowe dochody.
Premier i ministrowie mówili też o zamierzeniach długoterminowych w obszarze finansów publicznych. Chodzi przede wszystkim o kontynuowanie reform emerytalno-rentowych w obszarze mundurowym oraz KRUS, a także o podnoszenie wieku emerytalnego. Słabością planu jest to, że reformy te mają być realizowane w sposób niezwykle stopniowy, w dodatku przez przyszłe rządy i parlamenty.



Czy plan naprawy finansów przetrwa wybory?
dr Jarosław Neneman, kierownik Katedry Finansów i Bankowości, Wydział Ekonomii i Zarządzania, Uczelnia Łazarskiego
Po pierwsze to dobrze, że powstało coś takiego jak „Plan rozwoju i konsolidacji finansów 2010-2011”, bo przez ostatnie dwa lata, jeśli chodzi o zagadnienia gospodarcze, mieliśmy niespecjalnie dużo dokumentów oficjalnych dotyczących strategii gospodarczej rządu. To natomiast jest ciekawy dokument, a zawarte w nim pomysły są słuszne. Myślę, że rządzący zdają sobie sprawę, że w czasie złej sytuacji łatwo jest tłumaczyć społeczeństwu, że jak jest kryzys, to trzeba oszczędzać, zaciskać pasa, potrzebne są wyrzeczenia. Problem się pojawia, kiedy poprawia się sytuacja. Wtedy życzenia ze strony społeczeństwa, a szczególnie i ze strony polityków są tak duże, że ministrowi finansów trudno nad tym zapanować. Dobrym przykładem były ostatnie lata rządów PiS – wzrost gospodarczy był bardzo przyzwoity, a sytuacja fiskalna nie poprawiała się wcale czy też w stopniu wyjątkowo niezadowalającym. Gdyby wspomniana w planie reguła wydatkowa zadziałała – ta krótko- i długoterminowa – byłoby świetnie, ale mam obawy, że nie będzie tak dobrze, bo polityka ma swoje prawa. Rok wyborczy na horyzoncie – trzeba będzie sprzedać trochę kiełbasy wyborczej i wtedy wszystkie reguły jakoś się rozmywają. Jeśli będziemy trzymali się sztywno reguły wydatkowej, a ze strony polityków będzie zapotrzebowanie na kiełbasę wyborczą, to parlament uchwali jakieś ulgi podatkowe, które nie będą z nią w sprzeczności. Tym samym zadowolą społeczeństwo, ale uczynią spustoszenie w finansach publicznych. Reasumując: powstały dokument jest ciekawy, propozycje są bardzo interesujące i słuszne, ale obawiam się, że nie wytrzymają naporu politycznego i to zarówno w ramach jednej partii, jak i w ramach całej koalicji.



 

Mamy wrażenie, że burmistrz Piaseczna
Józef Zalewski jest obrażony na mieszkańców Józefosławia, bo na niego nie głosowali -  mówi jedna z mieszkanek osiedla przy
ul. Wenus. Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się
z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Nic nie chce dla nas zrobić – dodaje - Drogi nie wyremontowane, zabić się można na tych dziurach. Ciągle spotykamy się z lekceważeniem, odmowami, brakiem zainteresowania ze strony burmistrza. Jesteśmy już zdesperowani a nasza gehenna trwa od ośmiu miesięcy i końca nie widać.
Czytaj więcej

Jedną z istotnych dat w historii współczesnego kryzysu jest 15 września 2008 r., kiedy doszło do upadłości jednego z największych banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Czytaj więcej

Balansują na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości własnego sprzętu. Bowiem właśnie wtedy adrenaliny jest najwięcej. Nie ma żadnego strachu, liczy się tylko wynik. Czytaj więcej

Porcelana Lenoxa znajduje się w ponad 300 ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do kolekcji Meropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Czytaj więcej